czwartek, 6 listopada 2014

Rodział III



S. pakowała się do szkoły. Sama myśl, że za godzinę miała tam być, przyprawiała ją o mdłości. To nie tak, że nie lubiła szkoły. Dosyć dobrze się uczyła i miała tam kilku fajnych znajomych. Jedyne co jej przeszkadzało, to ta sztuczna atmosfera. Nie mogła tam być sobą, bo każdy ją oceniał. W zasadzie tutaj wszyscy byli pozerami. W dodatku nie miała ochoty oglądać ani Thomasa, ani Jessicy. Westchnęła. No nic, będzie musiała to jakoś przeboleć.
                Pierwsza lekcja minęła dość spokojnie, pomijając fakt, że już kilkanaście lasek obgadywało ją na przerwie, to nic nie było nadzwyczajnego. Jak na razie cieszyła się, że nie spotkała Jess i Toma.
-Co ty dzisiaj taka nerwowa? – Spytała Izzy. Była na razie w tej szkole jedyną osobą której ufała. Spojrzała na nią z uniesioną brwią, nieco poirytowana, „a czego się spodziewała? Że będę tańczyć i śpiewać?” pomyślała, poczym wskazała głową na paczkę pustych dziewczyn stojących niedaleko i patrzących w jej stronę, co jakiś czas oczywiście wybuchały śmiechem, ale jak na razie mordercze spojrzenie w ich stronę powstrzymało kolejny napad śmiechu.
-Przejmujesz się tymi plastikami ? Spójrz przecież im tynk się z mordy sypie – Ten drugi wyraz powiedziała na tyle głośno, by przyciągnąć ich uwagę (i wszystkich przechodzących). S. uśmiechnęła się triumfalnie, gdy jedna z dziewczyn mocno się zaczerwieniła i sięgnęła do torebki po lusterko. Uwielbiała Izzy za jej bezpośredniość. Była to osoba dość kontrowersyjna. W zasadzie ona prowokowała wszystkim czym tylko się dało, zwłaszcza strojem. Ubierała się jak typowy punk, mimo, że nim nie była, fryzura natomiast nawiązywała do dawnych lat 80. za to osobowość miała niczym anioł. Jedyne co ją wkurzało to fałsz i pozerstwo. Wszystko inne mogła przeboleć. Tworzyły zgraną paczę w trójkę, no ale teraz zostały tylko dwie. Gdy tylko Izzy dowiedziała się co zrobiła Jess od razu przestała z nią rozmawiać. Oczywiście Sussy nie chciała by jej relacje z nią, wpłynęły na ich przyjaźń, ale to nie ona o tym decydowała.
S. podziękowała Izzy za poprawę nastroju poczym udała się na fizykę, którą niestety miała z J.
                Pierwsze 15 min. minęło dosyć dziwnie, ale spokojnie. Co jakiś czas Jess spoglądała na nią, a ona widząc to od razu ignorowała jej próby nawiązania kontaktu wzrokowego. Jednak gdy dostała liścik od Jess z niewyraźnie nabazgranym „przepraszam” to coś się w niej zagotowało. „Serio? Ta dziewczyna nie miała nawet na tyle odwagi, żeby mi to powiedzieć prosto w twarz” krzyczała w myślach. Wstała stanowczo i teatralnie porwała kartkę na małe strzępy poczym wyrzuciła do kosza. Oczywiście przykuła tym uwagę nie tylko całej klasy, ale także fizyka, który był wręcz zniesmaczony jej zachowaniem.
-Liam zostań po lekcji. – Powiedział nieco obojętnie na chwilę przerywając swój wykład, ale wszyscy dobrze wiedzieli co to oznacza… kłopoty. Pan Harvey słynął z rygoru jaki prowadził i nie lubił gdy ktoś mu przeszkadzał. Do tej pory S. nigdy nie miała z nim problemów. Raczej dobrze się uczyła i wydawało się jej, że fizyk ją lubi.
                -Martwi mnie nieco twoje zachowanie na lekcji – Zaczął, a Sussy  już znudzona tonem fizyka najchętniej wyszłaby z klasy.
-Jesteś cały czas nie obecna i nie wiem co się z tobą dzieje – Dodał, później ciągnął dalej swój monotonny wykład na temat tego, że się nie spodziewał takiego zachowania i tak dalej. Jedyne czym zwrócił jej uwagę były końcowe słowa.
-Powinnaś udać się do pani psycholog. Myślę, że jeszcze jest w szkole. –Odparł nie dając S. dojść do słowa. Gdy tylko usłyszała słowo „psycholog” coś się w niej zagotowało.
***
-Czy on myśli, że jestem nienormalna?! – mówiła poirytowana dziewczyna. Izzy słuchała jej nieco rozbawiona, cały czas poprawiając swoje „afro” w lusterku.
-Och nie przesadzaj, psycholog nie jest taki straszny. Poględzi, poględzi i będziesz miała z głowy, a wiesz chyba dobrze, że Harvey’owi nie warto się stawiać. –Schowała lusterko i tym razem spojrzała prosto w oczy przyjaciółce.
-Potrzebujesz tego. – Powiedziała i cmoknęła dziewczynę na pożegnanie.
-Zadzwoń jak tylko skończysz. – Dodała już w oddali, ale S. była tak zaabsorbowana jej słowami, że nawet nie odpowiedziała. „Jak to potrzebuję tego? Czy ze mną jest aż tak źle? No jasne, może przez ostatnie dni, nie myślę racjonalnie, ale czy to było aż tak widać?” mówiła w myślach, próbując poukładać sobie wszystko na spokojnie. Spojrzała na zegarek 14:20 z tego co wiedziała psycholog powinien być do 14:50 ale wolała się nie spóźnić. Wyciągnęła telefon ze słuchawkami i puściła nowy kawałek Eda, tak bardzo lubiła słuchać jego ciepłego głosu. Oczarowana talentem przyjaciela nie zauważyła chłopaka idącego naprzeciw i zderzyła się z nim.
-Patrz jak chodzisz idioto! – Krzyknęła nie odwracając wzroku od telefonu. Chciała bowiem wyłączyć na chwile muzykę by słyszeć jaką wymówkę ma chłopak stojący naprzeciwko. Podniosła wzrok i ujrzała coś, czego obawiała się najbardziej. Toma. Coraz bardziej poirytowana jego rozbawieniem myślała, że zaraz wybuchnie i wszystko mu wygarnie. Łącznie z tym jak się czuła i jakim dupkiem się okazał. Nie chciała jednak by o tym wiedział, miałby wtedy ogromną przewagę. Dlatego zacisnęła pięści jak najmocniej, chcąc ukryć, że cokolwiek ją jeszcze obchodzi.
-Takich zdrobnień jeszcze od ciebie nie słyszałem maleńka. –Powiedział nieco rozbawiony. Za to S. w myślach prosiła Boga, by dał jej cierpliwość, bo jak da jej siłę, to go tu zabije na miejscu.
-Możemy się spotkać? Wydaje mi się, że nie miałem okazji cię jeszcze przeprosić i spróbować  wytłumaczyć. – Odparł tym razem poważnie, widząc jak działa na dziewczynę jego uśmiech.
-Nie. – Oznajmiła stanowczo S. i odepchnęła chłopaka na bok chcąc przejść. Jednak ten w ostatniej chwili zdążył złapać jej nadgarstki i przyciągnął do siebie. Cholera! Akurat dzisiaj musiał TYCH perfum ? Sussy miała do nich wielką słabość. Zresztą to właśnie ona mu je kupiła. Spojrzała na umięśnioną i wytatuowaną rękę, wiedziała, że nie ma sensu się wyrywać dlatego, spokojnie odetchnęła i z irytacją spytała, czy mógłby ją puścić, bo się spieszy.
-Tylko jeśli obiecasz, że się dzisiaj spotkamy. – Odparł, pokazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów. Miał nad nią przewagę. Nie chciała by nikt z uczniów, a tym bardziej z nauczycieli ich teraz zobaczył, dlatego pośpiesznie się zgodziła.
-Starbucks, 20:00, będziesz miał pół godziny na wyjaśnienia i co tam jeszcze chcesz, a później dajesz mi spokój. Tylko się nie spóźnij. – Powiedziała stanowczo i gdy tylko chłopak uwolnił ją z objęć, wręcz pobiegła w stronę gabinetu.
                Nieco zdyszana stała przed salą, spojrzała na zegarek, wskazywał on 14:40. „No cóż, przynajmniej będę miała mniej czasu na wysłuchiwanie morałów i tym podobnych” pomyślała i otwarła drzwi pomieszczenia.

1 komentarz:

  1. Mam nadzieje że później postacie nie są nazywane C. S. etc. ;)
    Przyjemnie mi się czyta, aż szkoda że czasu mało~

    OdpowiedzUsuń