S. pakowała się do szkoły.
Sama myśl, że za godzinę miała tam być, przyprawiała ją o mdłości. To nie tak,
że nie lubiła szkoły. Dosyć dobrze się uczyła i miała tam kilku fajnych
znajomych. Jedyne co jej przeszkadzało, to ta sztuczna atmosfera. Nie mogła tam
być sobą, bo każdy ją oceniał. W zasadzie tutaj wszyscy byli pozerami. W
dodatku nie miała ochoty oglądać ani Thomasa, ani Jessicy. Westchnęła. No nic,
będzie musiała to jakoś przeboleć.
Pierwsza
lekcja minęła dość spokojnie, pomijając fakt, że już kilkanaście lasek
obgadywało ją na przerwie, to nic nie było nadzwyczajnego. Jak na razie
cieszyła się, że nie spotkała Jess i Toma.
-Co ty dzisiaj taka nerwowa? – Spytała Izzy. Była na
razie w tej szkole jedyną osobą której ufała. Spojrzała na nią z uniesioną
brwią, nieco poirytowana, „a czego się spodziewała? Że będę tańczyć i śpiewać?”
pomyślała, poczym wskazała głową na paczkę pustych dziewczyn stojących niedaleko
i patrzących w jej stronę, co jakiś czas oczywiście wybuchały śmiechem, ale jak
na razie mordercze spojrzenie w ich stronę powstrzymało kolejny napad śmiechu.
-Przejmujesz się tymi plastikami ? Spójrz przecież im
tynk się z mordy sypie – Ten drugi wyraz powiedziała na tyle głośno, by
przyciągnąć ich uwagę (i wszystkich przechodzących). S. uśmiechnęła się
triumfalnie, gdy jedna z dziewczyn mocno się zaczerwieniła i sięgnęła do torebki
po lusterko. Uwielbiała Izzy za jej bezpośredniość. Była to osoba dość
kontrowersyjna. W zasadzie ona prowokowała wszystkim czym tylko się dało,
zwłaszcza strojem. Ubierała się jak typowy punk, mimo, że nim nie była, fryzura
natomiast nawiązywała do dawnych lat 80. za to osobowość miała niczym anioł.
Jedyne co ją wkurzało to fałsz i pozerstwo. Wszystko inne mogła przeboleć.
Tworzyły zgraną paczę w trójkę, no ale teraz zostały tylko dwie. Gdy tylko Izzy
dowiedziała się co zrobiła Jess od razu przestała z nią rozmawiać. Oczywiście
Sussy nie chciała by jej relacje z nią, wpłynęły na ich przyjaźń, ale to nie
ona o tym decydowała.
S. podziękowała Izzy za poprawę nastroju poczym udała się
na fizykę, którą niestety miała z J.
Pierwsze
15 min. minęło dosyć dziwnie, ale spokojnie. Co jakiś czas Jess spoglądała na nią,
a ona widząc to od razu ignorowała jej próby nawiązania kontaktu wzrokowego.
Jednak gdy dostała liścik od Jess z niewyraźnie nabazgranym „przepraszam” to
coś się w niej zagotowało. „Serio? Ta dziewczyna nie miała nawet na tyle
odwagi, żeby mi to powiedzieć prosto w twarz” krzyczała w myślach. Wstała stanowczo
i teatralnie porwała kartkę na małe strzępy poczym wyrzuciła do kosza.
Oczywiście przykuła tym uwagę nie tylko całej klasy, ale także fizyka, który
był wręcz zniesmaczony jej zachowaniem.
-Liam zostań po lekcji. – Powiedział nieco obojętnie na
chwilę przerywając swój wykład, ale wszyscy dobrze wiedzieli co to oznacza…
kłopoty. Pan Harvey słynął z rygoru jaki prowadził i nie lubił gdy ktoś mu
przeszkadzał. Do tej pory S. nigdy nie miała z nim problemów. Raczej dobrze się
uczyła i wydawało się jej, że fizyk ją lubi.
-Martwi
mnie nieco twoje zachowanie na lekcji – Zaczął, a Sussy już znudzona tonem fizyka najchętniej wyszłaby
z klasy.
-Jesteś cały czas nie obecna i nie wiem co się z tobą
dzieje – Dodał, później ciągnął dalej swój monotonny wykład na temat tego, że
się nie spodziewał takiego zachowania i tak dalej. Jedyne czym zwrócił jej
uwagę były końcowe słowa.
-Powinnaś udać się do pani psycholog. Myślę, że jeszcze
jest w szkole. –Odparł nie dając S. dojść do słowa. Gdy tylko usłyszała słowo
„psycholog” coś się w niej zagotowało.
***
-Czy on myśli, że jestem
nienormalna?! – mówiła poirytowana dziewczyna. Izzy słuchała jej nieco
rozbawiona, cały czas poprawiając swoje „afro” w lusterku.
-Och nie przesadzaj, psycholog nie jest taki straszny.
Poględzi, poględzi i będziesz miała z głowy, a wiesz chyba dobrze, że
Harvey’owi nie warto się stawiać. –Schowała lusterko i tym razem spojrzała
prosto w oczy przyjaciółce.
-Potrzebujesz tego. – Powiedziała i cmoknęła dziewczynę
na pożegnanie.
-Zadzwoń jak tylko skończysz. – Dodała już w oddali, ale
S. była tak zaabsorbowana jej słowami, że nawet nie odpowiedziała. „Jak to potrzebuję tego? Czy ze mną jest aż
tak źle? No jasne, może przez ostatnie dni, nie myślę racjonalnie, ale czy to
było aż tak widać?” mówiła w myślach, próbując poukładać sobie wszystko na
spokojnie. Spojrzała na zegarek 14:20 z tego co wiedziała psycholog powinien
być do 14:50 ale wolała się nie spóźnić. Wyciągnęła telefon ze słuchawkami i
puściła nowy kawałek Eda, tak bardzo lubiła słuchać jego ciepłego głosu.
Oczarowana talentem przyjaciela nie zauważyła chłopaka idącego naprzeciw i
zderzyła się z nim.
-Patrz jak chodzisz idioto! – Krzyknęła nie odwracając
wzroku od telefonu. Chciała bowiem wyłączyć na chwile muzykę by słyszeć jaką
wymówkę ma chłopak stojący naprzeciwko. Podniosła wzrok i ujrzała coś, czego
obawiała się najbardziej. Toma. Coraz bardziej poirytowana jego rozbawieniem
myślała, że zaraz wybuchnie i wszystko mu wygarnie. Łącznie z tym jak się czuła
i jakim dupkiem się okazał. Nie chciała jednak by o tym wiedział, miałby wtedy
ogromną przewagę. Dlatego zacisnęła pięści jak najmocniej, chcąc ukryć, że cokolwiek
ją jeszcze obchodzi.
-Takich zdrobnień jeszcze od ciebie nie słyszałem
maleńka. –Powiedział nieco rozbawiony. Za to S. w myślach prosiła Boga, by dał
jej cierpliwość, bo jak da jej siłę, to go tu zabije na miejscu.
-Możemy się spotkać? Wydaje mi się, że nie miałem okazji
cię jeszcze przeprosić i spróbować
wytłumaczyć. – Odparł tym razem poważnie, widząc jak działa na
dziewczynę jego uśmiech.
-Nie. – Oznajmiła stanowczo S. i odepchnęła chłopaka na
bok chcąc przejść. Jednak ten w ostatniej chwili zdążył złapać jej nadgarstki i
przyciągnął do siebie. Cholera! Akurat dzisiaj musiał TYCH perfum ? Sussy miała
do nich wielką słabość. Zresztą to właśnie ona mu je kupiła. Spojrzała na
umięśnioną i wytatuowaną rękę, wiedziała, że nie ma sensu się wyrywać dlatego,
spokojnie odetchnęła i z irytacją spytała, czy mógłby ją puścić, bo się
spieszy.
-Tylko jeśli obiecasz, że się dzisiaj spotkamy. – Odparł,
pokazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów. Miał nad nią przewagę. Nie chciała
by nikt z uczniów, a tym bardziej z nauczycieli ich teraz zobaczył, dlatego
pośpiesznie się zgodziła.
-Starbucks, 20:00, będziesz miał pół godziny na
wyjaśnienia i co tam jeszcze chcesz, a później dajesz mi spokój. Tylko się nie
spóźnij. – Powiedziała stanowczo i gdy tylko chłopak uwolnił ją z objęć, wręcz
pobiegła w stronę gabinetu.
Nieco
zdyszana stała przed salą, spojrzała na zegarek, wskazywał on 14:40. „No cóż,
przynajmniej będę miała mniej czasu na wysłuchiwanie morałów i tym podobnych”
pomyślała i otwarła drzwi pomieszczenia.
Mam nadzieje że później postacie nie są nazywane C. S. etc. ;)
OdpowiedzUsuńPrzyjemnie mi się czyta, aż szkoda że czasu mało~