-Miło cię znów widzieć Edwardzie. – Powiedziała z nieco
udawanym uśmiechem. Idąc powitać chłopca podpierała się laską. Choroba coraz
bardziej się rozprzestrzeniała, Ed starając się nie zwracać na to uwagi wyszedł jej naprzeciw.
-Panią również miło znów widzieć, ale może niekoniecznie w takich
okolicznościach…– powiedział ze
swoim nienagannym brytyjskim akcentem, po czym spojrzał na swoje brudne od
„zabawy” ciuchy i mocno przytulił panią Liam.
-Och daj spokój, jesteście młodzi, macie prawo się bawić. Temu domowi jest to wręcz potrzebne.
Poza tym wiesz, jak nie lubię gdy tak do mnie mówisz, żadna „pani”, po prostu
Elle.- Tym razem uśmiech, który zagościł na jej twarzy był całkowicie szczery. Kobieta była dosyć młoda, a wyglądała jeszcze młodziej. Miała czarne, ścięte na "pawia" włosy, a na jej twarzy można by zauważyć nie więcej niż dwie zmarszczki. Lubiła o siebie dbać, dlatego też, nie tolerowała gdy jej jedyna córka zakładała na siebie workowate ciuchy.
-Jasne Elle.
-Em… mamo! – odchrząknęła szorstko dziewczyna,
dając jej wyraźny znak, że nie jest tu mile widziana.
-Ach tak… przyszłam tylko po mleko i już znikam. – Powiedziała zamyślona,
i gdy tylko dostała szklankę ciepłego napoju od razu się ulotniła.
-Hmm… to na czym skończyliśmy ? –Spytał Ed podnosząc
kostkę masła
-Daj spokój – westchnęła S. i bezsilnie opadła na krzesło
stojące obok.
-Okay, rozumiem. Truskawkowe? – Zapytał, jakby czytając
jej w myślach. Teraz już w ciszy, przygotowywał
dwie porcje lodów. Jak tylko skończył usiedli i w milczeniu pałaszowali
deser. Zegar wybił siódmą gdy skończyli. Sussy jako pierwsza przerwała ciszę.
-Dziękuję – Powiedziała, podchodząc i mocno przytulając chłopaka. Nieco
zdziwiony odwzajemnij uścisk. Dopiero teraz zauważył jak przepięknie pachną jej
włosy i jak uroczo, niewinnie dzisiaj wygląda.
-Ale za co? –Spytał.
-Za to wszystko – powiedziała wskazując na kuchnie. Przez chwilę zastanawiała się, czy ona była zawsze gdy to on tego potrzebował. Westchnęła. "Może czasami nawaliłam, bycie przyjacielem jest cholernie trudne" pomyślała jednocześnie zastanawiając się, jak Ed to robi, że w tej kwestii jest nie naganny. Spojrzała na chłopaka posyłając mu ciepły uśmiech. Uwielbiała go, to wiedziała na pewno.
-Och mogłaś dzwonić dużo wcześniej, wiesz jak uwielbiam
robić bałagan. – Zażartował, ale doskonale wiedział o co jej chodziło. Była
jego przyjaciółką, nigdy by nie zostawił jej samej w takiej sytuacji, tym
bardziej, że dzięki temu mógł zbliżyć się do niej jeszcze bardziej.
Gdy
tylko posprzątali kuchnię, udali się do pokoju S. otworzyli butelkę wina i rozmawiali kilka godzin. O
wszystkim i o niczym, wspominając stare,
dobre czasy i te gdy nie odzywali się do siebie miesiącami. Lekko podpici już prawie usypiali.
-Powinienem się już zbierać, ale gdybyś tylko mnie
potrzebowała
-Potrzebuję cię teraz, proszę zostań. –Przerwała mu S. przytulając się do nieco
umięśnionego chłopaka. Nie były to takie mięśnie jak miał Tom ( w zasadzie Ed był
całkowitym jego przeciwieństwem), był on bardziej „puszysty” niż umięśniony,
ale właśnie za to tak bardzo lubiła się do niego przytulać, tym bardziej gdy była prawie pijana. Alkohol nawet w małych ilościach szybko na nią działał.
Położyła się na łóżku, zaraz obok chłopaka. Poczuła
zapach perfum, które tak bardzo lubiła. Poczochrała jego rude włosy i z
uśmiechem odparła;
-Wiesz co, kocham cię mój ty rudzielcu – pocałowała go w
policzek i zamknęła oczy chcąc już spać. Ed był w szoku, tak naprawdę czekał na
tą chwilę bardzo długo, ale nie o taką „miłość” mu chodziło. Wiedział, że S.
nie traktuje go jak „potencjalnego pantera”, tylko jak brata. Co z jednej strony
bardzo mu schlebiało, alez drugiej było najgorszym z wyjść, by rozpocząć kolejny etap w ich znajomości.
-Ja… ja ciebie też – szepnął po chwili nieśmiało, po czym objął ją
swoim mocnym ramieniem i pocałował w czoło. „ I nawet nie wiesz jak bardzo” dodał
w myślach.
~*~
Po ciężkim dniu wchodząc do
domu Ed odczuł ogromną ulgę. Wziął zestaw „kanapowicza” jak zwykł to nazywać, w
skład którego wchodziły minimum dwa piwa, paczka popcornu i "mega paka" orzeszków w
karmelu. Włączył telewizje i przez najbliższe piętnaście minut skakał po
kanałach, w końcu wibracja telefonu przerwała mu tą jakże ciekawą czynność. Był
zmęczony i nie miał ochoty nigdzie się stąd ruszać. Poza tym chciał przemyśleć
kilka kwestii związanych z wczorajszym wieczorem. Wziął iPhon’a nieco
przetłuszczonymi palcami od orzeszków i odczytał wiadomość od jego kumpla
Chrisa; „Piwo w Duck’u 18:10” spojrzał
na wyświetlacz, była 17:50. Co prawda pub mieścił się zaledwie pięć minut drogi
od jego mieszkania, ale jak wcześniej stwierdził, nie miał ochoty nigdzie
wychodzić. Patrząc na deszcz za oknem przyciągnął do siebie swój ulubiony koc i
cały się nim owinął. Teraz widać było tylko mały rudy kłębek wyłaniający się spod okrycia.
„Nie da rady,
wbijasz do mnie?” Odpisał i prawie natychmiastowo otrzymał
wiadomość: „5 min. i będę”
Po
kilku minutach siedzieli już wygodnie na kanapie. Ciszę przerywały tylko łyki
piwa i odgłosy kreskówki, która akurat leciała.
-Więc? – Zaczął niepewnie Chris, chcąc przerwać męczące
milczenie kolegi. Uzyskał jedynie pytające spojrzenie Eda w jego stronę.
-Och daj spokój chłopie, dobrze wiesz o co mi chodzi.
–Wyłączył telewizor i wstał. Teraz czuł znaczną przewagę na przyjacielem,
prawie leżącym na kanapie.
-Siedzisz owinięty w koc i oglądasz jakieś durne
kreskówki. – Ed na te słowa tylko wzruszył ramionami i pociągnął łyk piwa, nie
spuszczając kontaktu wzrokowego choćby na chwilę. Całe to zachowanie sprawiło,
że Chris całkowicie gotował się z wściekłości.
I… ? – Spytał obojętnie Ed, doprowadzając przyjaciela do
furii.
-I to, że jest piątek wieczorem! Stary z tego co
słyszałem odwołałeś nawet spotkanie w studio i po co? Po to żeby leżeć dupskiem
przed telewizorem ? Daj spokój! – już prawie krzycząc, mówił wkurzony Chris.
Chwila ciszy. Tym razem nieco spokojniej dodał;
- No dawaj, w czym rzecz? – Spytał, siadając obok kumpla.
-Sam nie wiem, po prostu taki dzień.- Oparł obojętnie Ed,
na co Chris przewrócił teatralnie oczami.
-Jeszcze mi powiedz, że „mam się domyślić”, po czym
rozpłacz i ucieknij do łazienki z krzykiem „jaki ten świat jest okrutny” – Powiedział,
przesadnie naśladując piskliwy, dziewczęcy głos, dając mu wyraźnie do
zrozumienia, że zachowuje się jak baba.
-Jest taka jedna… - Zaczął nie co nieśmiało. W zasadzie,
nawet nie wiedział, co chce powiedzieć. Przecież nic ważnego się nie wydarzyło.
Spojrzał na przyjaciela, widząc, że ten ponagla go ruchem ręki, dodał:
-Ale to chyba nic takiego. Po prostu podoba mi się, kurde jakby nie patrząc to chyba od zawsze, a teraz, teraz gdy zerwała w końcu z tym palantem, ma
mnie tylko za przyjaciela, ja nawet nie jestem pewny, czy ona traktuje mnie jak
faceta! Bardziej prawdopodobne jest to, że widzi we mnie geja, niż chłopaka! – Wykrzyczał
w końcu zrezygnowany. Spojrzał na Chrisa, ale jego najwyraźniej rozbawiła cała
ta sytuacja. Ed na ten widok posłał mu piorunujące spojrzenie.
-Och daj spokój, na pewno nie jest tak źle. –Powiedział
C. chcąc nieco załagodzić atmosferę. Szturchnął kumpla łokciem, by ten wynurzył
się ze swojego puszystego „kokonu”.
-Próbowałeś jakoś to zmienić? Wiesz, teraz to najlepsza
okazja, panna jest rozdarta, pocieszenie jej i „wykorzystanie sytuacji” powinno
przyjść ci całkiem prosto.-stwierdził Chris, dając szczególny nacisk na "wykorzystanie sytuacji"
-Ty jesteś nienormalny, nie mam zamiaru jej zgwałcić! –
Krzyknął Ed, patrząc z obrzydzeniem na kumpla. Jak mogło mu coś takiego przyjść
do głowy. Ona była taka, taka delikatna, piękna, niewinna. Zabiłby każdego kto by ją
chociaż próbował skrzywdzić.
-Chłopie, wyluzuj. Nie o to mi chodziło! Raczej o to,
żebyś się do niej nieco zbliżył. Spróbował zbudować „intymną sytuację”, czy coś w tym stylu. –
Tłumaczył Chris.
-Hmm... intymną sytuację? - mówił jakby do siebie. Po czym
rozbłysnął i zwrócił się już nieco bardziej bezpośrednio do kumpla.
-Wczoraj razem spaliśmy i powiedziała, że mnie kocha.
Liczy się? – Na te słowa, C. wypluł całą zawartość piwa, którą aktualnie miał w ustach i spojrzał na niego jak na czubka.
-No to grubo… Spaliście, a ty masz obawy czy ona traktuje
cię jak faceta?! Chyba, że… Ed, nigdy nie skarżyłeś się na… - spojrzał na
krocze chłopaka ze znaczącą miną.
-Boże, nie, nie, nie! Nie o to chodzi! – Krzyknął Ed, po
czym głośno się roześmiał.
-Stary, z tym nigdy nie było problemu. Chodzi o to, że
TYLKO spaliśmy, a z tą miłością, to było bardziej jak do brata, albo matki, niż
do chłopaka. – Zrezygnowany wziął swoją gitarę i powoli zaczął ją nastrajać.
Chris biorąc duży łyk piwa, usiadł obok.
-No to mamy problem. – Powiedział i poczochrał nieco
przetłuszczone włosy rudzielca.
w tekście wyłapałem błąd "nie co" a powinno być "nieco", taka drobnostka a potrafi zmienić znaczenie~
OdpowiedzUsuń