środa, 28 stycznia 2015

X

Ogłuszający dźwięk budzika, gwałtownie wyrwał dziewczynę ze snu. Nie śniła o niczym, właściwie dlatego, że prawie w ogóle nie spała. Przewróciła się na drugi bok, zasłaniając głowę puchową poduszką-na marne. Rozprzestrzeniająca się fala dźwiękowa, bez problemu dotarła również i tam. Sussy niechętnie spojrzała na zegar. Szósta dwadzieścia wskazywała, że pora wstawać. Chcąc jak najszybciej pozbyć się uporczywego hałasu, podeszła do komody naprzeciwko łóżka, i mocno, zbyt mocno, wyłączyła budzik w kształcie Myszki Mini uszkadzając przy tym kropkowaną kokardę.Włożyła swoje ulubione,  pantofle w kształcie ogromnego buldoga, okryła się szlafrokiem i otworzyła okno. Do pokoju wbiło się mrożące powietrze, owiewając całą jej twarz. Otrzęsła się z zimna i szybko wróciła za szybę, do ciepłego pomieszczenia. To jej zdaniem był najlepszy sposób na szybką i efektywną pobudkę, jednak był też jednym z drastyczniejszych jakie miała w zanadrzu.
                Otworzyła niewielką białą komodę i przekopała cały znajdujący się w niej bałagan w poszukiwaniu swoich ulubionych ciemnych jeansów. Gdy tylko je znalazła, wzięła z krzesła stojącego obok, ciepłą, miętową bluzę z nadrukiem „Vans” Nie lubiła tych całych metek, lansu itp. mimo to, ta bluza pozostawała jedną z ulubionych, głównie dlatego, że była wyjątkowo wygodna. Wyjęła z najniższej pułki białe, bokserki i sportowy stanik. Nie była jedną z tych dziewczyn, których bielizna składała się z kilku sznureczków, raczej stawiała na wygodę pod każdym względem. Weszła do łazienki, która została wręcz połączona z jej pokojem i szybko się przebrała. Gdy tylko wyszła stanęła przed ogromnym, białym (prawie jak wszystko w jej pokoju), starym lustrem i westchnęła. Była cała poobijana. Co prawda nie miała już tony bandażów na głowie, aczkolwiek nie wszystkie siniaki dało się ukryć. Lekko przeczesała swoje falowane, kasztanowe włosy, szczególnie uważając przy tym na głowę. Usiadła za toaletką. Spojrzała na zasób swoich kosmetyków. Nie był zbyt duży. Na twarz nałożyła dziś wyjątkowo fluid i puder, ale to tylko dlatego, by choć trochę zamaskować siniaki. Oczy pomalowała tylko tuszem. Na usta nic nie nałożyła,  głównie dlatego, że w jej „skarbcu” nie znajdowała się ani jedna pomadka, nie mówiąc już o błyszczyku do ust. Jedynie krem.
                Powoli zeszła po schodach, po drodze mijając gosposie z świeżym, czystym praniem. Uśmiechnęła się lekko i poszła dalej, nie chcąc tracić czasu na zbędne pogaduszki. Na stole zastała idealnie przygotowane śniadanie, które składało się z jej ulubionych tostów z serem i podpiekanych kiełbasek. Spojrzała z wyrzutem na swoje ciało i zabrała się do pałaszowania. Nie była gruba, była normalna. Może przy jej niskim wzroście jej waga nie była najlepsza, ale z całą pewnością nie wyglądała na osobę z nadwagą. Uwielbiała takie śniadania. Nie mogła by przełknąć rano, czegoś co zawierałoby owoce, lub jakieś jogurty, poza tym to śniadanie, było śniadaniem, które przyrządzała zawsze z ojcem, gdy była mała. Poranek był ich wspólną chwilą. Uśmiechnęła się na myśl o tym wspomnieniu.
                Telefon zawibrował jej w kieszeni , niechętnie po niego sięgnęła przypuszczając, że to zamartwiający się Ed, na samą myśl przewróciła oczami. Nie żeby jej to przeszkadzało, nawet to lubiła, ale w ostatnim czasie miała już nadmiar Eda. Spojrzała na ekran i nieco się zdziwiła. Numer był nie znany jej telefonowi, ale ona dobrze pamiętała zbiór tych cyfr. Postawiła telefon na stół i z wyrzutem się na niego patrzyła przez najbliższe pięć minut. Nie chciała czytać tej wiadomości, ale intrygowało ją co się w niej znajduje.
Ciekawość zwyciężyła. S. wolno przeczytała sms’a nie chcąc niczego przegapić, mimo, że tam nie było czego przegapić. Jeszcze raz spojrzała na numer, no tak, wszystko się zgadzało, ale treść nie była zbyt porywająca : „Spotkamy się?”
Miała nadzieję, że Tommy trochę bardziej się wysili, że chociaż będzie chciał ją (znów) przepraszać, albo coś w tym stylu, a tak to siedziała skołowana nie wiedząc co ma odpisać. Jasne, że chciała się spotkać, jasne, że mu już prawie przebaczyła, ale równie oczywiste było, to że nie chciała dawać mu zbędnej nadziei, bo sama do końca nie wiedziała co czuje.
„Nie” odpisała, wzięła torebkę, płaszcz i wyszła z domu.
Stanęła osłupiała przed ogromnymi drzwiami szkoły. Nie miała ochoty do niej  wchodzić. Nie chciała być w centrum uwagi, nie chciała by się jej dopytywali, nie chciała widzieć się z "przyjaciółmi", nie chciała w zasadzie wtedy niczego innego niż uciec z tego miejsca. I to właśnie zrobiła. Odwróciła się, pobiegła w stronę głównej ulicy, złapała taksówkę i ze szczęścia krzyknęła "za tym autem". Kierowca spojrzał na nią jak na idiotkę, ale po chwili ruszył i podążał w bezpiecznej odległości za srebrnym fordem mondeo. Zawsze chciała przeżyć taką przygodę, ale nigdy nie miała odwagi, czasu albo chęci. "Żyje się raz" powtarzała w myślach, nerwowo gryząc skórki paznokci. Był to jeden z jej najokropniejszych nawyków, ale nijak nie potrafiła się go pozbyć, zwłaszcza jeśli chodziło o takie sytuacje jak ta. 
Jechali już ponad pół godziny, o pieniądze się nie martwiła, one jakoś nigdy nie były jej zmartwieniem, chodziło jej raczej o to, że nie miała żadnego pojęcia gdzie się znajduje i jak wróci z powrotem, z całą pewnością chciała poznać kierowcę tego samochodu, nawet jeśli byłby to pięćdziesięcioletni facet z dwójką dzieci. Zastanawiała się mu co mu powie. "Witam, śledziłam pana przez cały czas, w zasadzie tylko dla zabawy. Fajnie nie? " raczej nie wchodziło w grę. Przestała się tym przejmować, gdy usłyszała ciepły głos jej przyjaciela w radiu. Trochę jej go teraz brakowało, nie widziała go już kilka dni, w zasadzie odkąd wyszła ze szpitala i nie miała pojęcia co się z nim teraz dzieje, wiedziała jedynie tyle, że miał jechać niedługo w trasę i miała nadzieję, że zdążą się pożegnać. 
Samochód gwałtownie skręcił w stronę starego osiedla, ominął kilka budynków i się zatrzymał. Dziewczyna zamarła.
-To chyba koniec pani przejażdżki. - Powiedział kierowca, odwracając się do niej. Wymusiła w sobie odrobinę uśmiechu, by wydać się bardziej pewniejszą. Odwróciła się gwałtownie, gdy tylko usłyszała trzask zamykanych drzwi. Z pojazdu wysiadł młody mężczyzna. Nie w jej wieku, to było pewne, ale stary też nie był. Zapłaciła kierowcy i podążyła za blondynem, nie wiedząc właściwie czemu.
-Czy my się właściwie znamy?- Chłopak odwrócił się nagle i spojrzał na nią. Był wysoki, miał jasne włosy, jasno niebieskie oczy i około trzydziestki, ale jej to nie przeszkadzało. No i oczywiście był stanowczo dużo bardziej przystojny niż go sobie wyobrażała.
-Nie sądzę.- Odparła nie spuszczając z niego wzroku. Roześmiał się na ten widok.
-W takim razie może się poznamy? Zapraszam na kawę. - Powiedział szarmancko i otworzył drzwi starego bloku.