poniedziałek, 3 listopada 2014

I rozdział



S. pomimo późnej godziny chodziła ciemnymi ulicami małego miasteczka. Włóczyła się tak już od kilkudziesięciu minut. Podkrążone oczy i rozczochraną fryzurę można by zauważyć z kilometra. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, miała brązowe włosy i tego samego koloru oczy. Była niska, ludzie jej nie zauważali, ale jej to nie przeszkadzało. Lubiła samotność.
-Tu jesteś. – Krzyknął ktoś z za jej pleców, podchodząc i mocno przytulając.
-Martwiłem się o ciebie. Szukam cię od kilku godzin. Nie możesz mi tak znikać. – Powiedział chłopak. Był wysoki i przystojny. Miał kruczoczarne włosy i szare oczy, to właśnie je Sussy kochała najbardziej.
-Yhym – Mruknęła stanowczo odpychając chłopaka jak najdalej od siebie.
-No nie mów, że nadal jesteś zła o tą sprawę z Jessicą. Słuchaj, to nic nie znaczyło i… zresztą znasz ją gdy więcej wypije, klei się do każdego! – Odparł usprawiedliwiając się. W jego oczach można było zauważyć skruchę, ale dziewczyna w ogóle nie zwracała na to uwagi. Była wściekła.
-Thomas, to moja przyjaciółka! –Krzyknęła. „a raczej dawna przyjaciółka” dodała w myślach.
-Dziwne żebym jej nie znała. Słuchaj, daj mi już spokój, muszę wszystko przemyśleć. – Powiedziała. Odwróciła się napięcie i poszła w stronę peronu. O tej porze były tam zaledwie dwie osoby. Usiadła i tak myślała przez następne kilka godzin. Wróciła do domu i znów myślała. O wszystkim i o niczym. O tym jak go poznała i ile dni dzięki niemu było wspaniałych, ale również o tym jak zobaczyła swoją przyjaciółkę całującą się z jej chłopakiem. Tego nie da się zapomnieć, nie tak szybko... Po tym wszystkim miała dość związków.
Z rozpaczą rzuciła się na łóżku.
-Nigdy więcej, nigdy więcej miłości. Najwyraźniej szczęście w niej nie jest mi pisane-powiedziała , a później zaśmiała się sama do siebie, gdy uświadomiła sobie jak desperacko i głupio to musiało wyglądać. Zgasiła światło i chciała usnąć, pewnie nie zajęłoby jej to długo, gdyby nie nagłe, irytujące pukanie do drzwi.
-Chcę być teraz sama! –Krzyknęła, myśląc, że to pewnie jej matka, która dziwnym trafem zawsze wchodziła wtedy gdy nie powinna…
-Nic dziwnego, już o wszystkim słyszałem. – Odparł chłopak, wślizgując się przez drzwi, po czym dodał wyjaśniając:
-Twoja mama mnie wpuściła. Przepraszam, że tak bez zapowiedzi, ale nie odbierasz telefonu i… i po prostu martwiłem się o ciebie. –Susanne dopiero teraz spojrzała na telefon „8 niedobranych połączeń” Przetarła oczy i mimo mroku zobaczyła bladą, znajomą twarz.
-Ed jechałeś tu tyle czasu, tylko po to by przy mnie być?– Spytała przytulając rudzielca. Uwielbiała z nim spędzać czas, był jej najlepszym przyjacielem od… od zawsze!. Mogła mu powiedzieć o wszystkim. Jednak kilka miesięcy temu wyjechał do Londynu robić karierę muzyczną i ich kontakt był dosyć ograniczony. Jednak z tego co słyszała, szło mu całkiem nieźle. Mimo to dla niej był przede wszystkim przyjacielem.
-Daj spokój, pewnie zrobiłabyś dla mnie to samo. – Powiedział, posyłając jej najpiękniejszy uśmiech jaki tylko potrafił. Chwilę rozmawiali o standardowych głupotach, dzięki którym S. dowiedziała się jeszcze więcej o rozwijającej się karierze Eda, a Ed przede wszystkim o „idiocie, dupku, kretynie, chamie i egoiście Thomasie” w zasadzie były jeszcze inne określenia, ale te były znacznie mocniejsze. Następnie nastała chwila niezręcznej ciszy. Chłopak wiedział jak trudno musi być teraz Sussy, dlatego bał się by nie powiedzieć nic głupiego. Jednak po chwili zabłysnął niczym lampki choinkowe.
-Hej, nie masz może ochoty na lody z meeega dużą ilością bitej śmietany i polewy czekoladowej? – Spytał, pokazują szereg równych i idealnie śnieżnobiałych zębów. Mało kto mógł oprzeć się jego uśmiechowi. Chłopak dobrze wiedział jak lody działały na S. i to była chyba jedyna rzecz, która teraz mogłaby poprawić jej humor.
-Edwardzie, chciałabym cię uświadomić, że to nie jest Londyn tylko małe zadupie na jego obrzeżach. Tutaj w środku nocy nie znajdziesz otwartej lodziarni. –Odparła z udawaną poważną miną Susy, nieco sprowadzając go na ziemię.
-Hmm… to zrobimy je sami! –Uśmiechnął się i podekscytowany niczym małe dziecko, zeskoczył z łóżka.
-Masz jeszcze tą starą maszynę do lodów? – Spytał. Sussy spojrzała na niego pytająco. Nie pamiętała żadnej maszyny do lodów.
-Och no tą, tą którą twoja mama kupiła na jakimś bazarze,  czy coś... – Powiedział, coraz bardziej gestykulując. Dziewczyna zmrużyła oczy, mniej więcej wiedziała o co chodzi Edowi, ale zastanawiała się gdzie ją ostatnio widziała. Mimowolnie spojrzała na sufit.
-Strych! –Krzyknęli jednocześnie i głośno się roześmiali. Pobiegli na górę, szukając pośród kurzu i pajęczyn starej maszyny do lodów. Gdy tylko ją znaleźli zeszli z nią do kuchni. Nie była w najlepszym stanie i kilkanaście minut zajęło im samo „doprowadzenie jej do porządku” W końcu spojrzeli dumnie na siebie i na wypolerowanego grata. Sussy przegrzebała wszystkie szafki wyciągając wszelkie słodkości, a następnie otworzyła lodówkę i bez zastanowienia wyjęła całą  jej zawartość, pozostawiając jedynie szklane półki.
-Hmm,  co powiesz, na ogórkowe lody? – Spytała stawiając przed nim słoik korniszonów, który po chwili Ed z łatwością otworzył i wyjął jednego z korniszonów.
-Brzmi pysznie – Powiedział, po czym oboje zaczęli się śmiać.
-Albo… lody z masłem ? –Spytał chwytając rozpakowaną kostkę masła.
-Bleee- Powiedziała S. marszcząc nos.
-No chodź Sussy, przecież tak bardzo lubisz masło. – Mówił zachęcająco, dobrze wiedząc jak bardzo S. nie cierpi tego produktu.
-Panno Suzanne, proszę natychmiast zjeść tę kostkę masła! –Powiedział starając się przybrać bardziej poważny ton.Po chwili już biegał za dziewczyną wokół stołu, próbując ją złapać, jednak jego kondycja na to  mu nie pozwalała i dziewczyna zawsze w ostatnim momencie zdążyła uciec. Te wygłupy trwały jeszcze kilkanaście minut. Do chwili gdy do kuchni weszła matka S.

1 komentarz: