wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział IX



Ed siedział ponuro na kanapie i co jakiś czas grał nowe melodie. Był sam. Całkiem sam. Nie tylko w mieszkaniu, ale i w życiu. Niedawno jego kumpel się oświadczył swojej dziewczynie, Sheeran bardzo się z tego cieszył i tak dalej, ale to oznaczało, że teraz będzie mieszkać sam, a tego raczej wolał uniknąć. Spojrzał na telefon, miał nadzieję, że S. się odezwie, ale nic z tego, żadnej wiadomości. Nie chciał już męczyć jej swoją osobą. Sama zdecyduje kogo woli. Teraz pozostało mu tylko czekać, a tego nie znosił, poza tym za niedługo zbliżała się jego trasa, więc nie miał za dużo czasu.
Wyjął zimne piwo z niewielkiej lodówki i wygodnie rozłożył się z butami na zniszczonej kanapie. Przeskakiwał po kanałach szukając kreskówek, które byłyby na tyle głupie by go dziś rozbawić. Na marne, same wiadomości, program o gotowaniu i sport.  Nie lubił słuchać nowych dramatycznych wieści, a co dopiero o sporcie, dlatego przełączył na panią, która aktualnie zawzięci siłowała się z ogromnym indykiem, próbując wepchnąć go do niewielkiego piekarnika. Uśmiechnął się, to było nawet lepsze niż kreskówki. Oglądał tak telewizję, aż do znużenia. Prawie już zasypiał gdy ktoś zastukał w okno znajdujące się za kanapą. Prowadziło ono na schody przeciwpożarowe, dlatego lekko przerażony Ed, wiedząc, że raczej mu się to nie zdawało, bo stukanie wciąż słyszał, odwrócił swoją rudą czuprynę w stronę z której dochodził ten odgłos.
Jego zdumienie było jeszcze większe niż wtedy, gdy usłyszał dźwięki. Na schodach stała niska brunetka, w białym podkoszulku i czarnych legginsach, widać było, że marznie. O tej porze roku w Londynie nie było zbyt ciepło. Otworzył okno i wpuścił ją do środka.
-Jess, co ty tu robisz? – spytał zdziwiony patrząc na dziewczynę i od razu podając jej koc z kanapy. Teraz nie utrzymywali ze sobą kontaktów, jednak kiedyś nawet się przyjaźnili, dlatego, nie mógł zostawić ją tam. Zrobił jej gorącą herbatę i poczekał aż się rozgrzeje, by cokolwiek mogła powiedzieć. I tak nigdzie mu się nie spieszyło.
-Przepraszam, wiem, że nie powinnam tutaj przechodzić. – Powiedziała i wzięła głębszy łyk herbaty.
-Jednak, ze względu na to, że kiedyś się przyjaźniliśmy… Jezu, Ed po prostu jesteś jedyną osobą, do której mogłabym się teraz zwrócić. Wiem, że możesz mieć jakieś plany, że pewnie ci teraz przeszkodziłam w czymś ważnym, ale naprawdę, nie byłoby mnie tu, gdybym miała inne wyjście. –Odparła. Wbiła wzrok w podłogę i nerwowo zaczęła przeczesywać pacami swoje długie, kruczoczarne włosy. Z jej oczu poleciała łza, którą szybko przetarła ręką, licząc na to, że tego nie zauważył. Ed nie bardzo wiedział jak się zachować, co ma zrobić. Przytulić, pocieszyć, czy może być bardziej stanowczym i wszystko wyjaśnić? Nie bardzo też wiedział co ma powiedzieć dlatego nie mówił nic, aż zapadła niezręczna cisza. W końcu wstał i odchrząknął znacząco, zaczął krążyć i szukać jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia. Po chwili zdał sobie sprawę, że tak naprawdę dalej nie wie co ona tutaj robi.
-Jess, ale tak serio, co ty tutaj robisz? Co się stało? Nie miałaś być w szpitalu, domu, czy coś? – Spytał na tyle uprzejmie na ile potrafił i usiadł obok dziewczyny.
-Wypisali mnie wczoraj, poszłam do domu, mama była w pracy, a On wrócił. Byłam sama, ja… ja nie wiedziałam co mam robić. Musiałam wyjść, uciec. –Przełknęła ślinę i starała się nie płakać. Na samą myśl o tym zrobiło się jej niedobrze. Ed dobrze wiedział o kogo chodzi. Chodziło o jej ojca. Faktycznie jakoś teraz miał wyjść z więzienia. Siedział za bicie i molestowanie seksualne.
-Czy On ci coś znowu zrobił? – Spytał, znów wstając, tym razem by bliżej przyjrzeć się dziewczynie. Miała kilka siniaków i dopiero teraz zauważył lekko podbite oko. J. zacisnęła usta i lekko pokiwała głową. Tym razem nie powstrzymała płaczu. Ed szybko podał jej ręcznik papierowy, ponieważ nie posiadał żadnych chusteczek. Jemu samemu chciało się płakać, gdy pomyślał sobie ile ta dziewczyna musiała w życiu przejść.
-Czy On znów cię… no wiesz… - Nie bardzo mogło mu to przejść przez gardło. Na szczęście dziewczyna pokręciła przecząco głową.
-Nie, zdążyłam mu uciec, w ostatniej chwili, ale trochę się poszarpaliśmy. To nic takiego, po prostu potrzebuję noclegu na kilka dni, aż znajdę jakiś inny pomysł.- Powiedziała, próbując lekko się uśmiechnąć.
-Jasne, nie ma sprawy. Możesz spać w sypialni, a ja będę na kanapie lub jak wolisz, ale czemu nie zgłosiłaś tego na policję, albo mogłaś chociaż pogadać ze swoją matką. Przecież to pobicie i to znaczące. Tego nie można tak zostawić. – Spojrzał na Jess. Mocno ściskała ręcznik, którego użyła jako chusteczki i patrzyła w dal przed siebie, jakby nie obecna, po czym gwałtownie się odwróciła.
-Nie wiesz co to znaczy. Nie wiesz jak to jest mówić o tym. Nie znasz mojej matki. On jest dla niej wszystkim. Nie ja, tylko On i zawsze tak było. Uwierz mi, nie chcę jej znów robić zawodu, podając to na policję. Dlatego, proszę cię Ed, nie proponuj mi rozwiązań, które gdy tylko byłyby możliwe, to chyba oczywiste żebym wykorzystała. – Rzekła nieco podniesionym głosem. Popatrzyła na chłopka, był nieco zmieszany. Wiedziała, że nie powinna tak się zachowywać. Teraz tylko na niego mogła liczyć.
-Przepraszam, nie chciałam być nie miła, to wszystko przez emocje. To nie twoja wina, wiem, że chciałeś pomóc. Chyba powinnam się położyć.-Wstała i czekała na jakiś ruch. Jednak zanim do niego cokolwiek dotarło, minęło kilka sekund. Otrząsnął się i lekko uśmiechnął. Zaprowadził dziewczynę do sypialni, nie mogąc pozwolić jej spać na kanapie. Usiadł na krześle w maleńkiej kuchni, przeczesał włosy i westchnął. Musiał jej pomóc, nie wiedział jeszcze jak, ale musiał.
 ____________________________________________
Przepraszam, że musieliście tyle czekać na kolejną część, ale  w moim życiu wiele się działo. Natomiast teraz, postaram się już wrzucać rozdziały regularnie i znacznie częściej ;)  Dziękuję wszystkim, którzy są i to czytają. Bez was, ten blog nie miałby sensu! :)

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział VIII

-Nie zostawisz mnie prawda? -szepnęła S. gdy Ed się nieco zbliżył. Jego boskie perfumy znów zaczęły na nią działać w taki sposób w jaki nie powinny. Spojrzał na nią swoimi dużymi, niebieskimi oczami ze zdziwieniem.
-Słucham? -Zapytał zdezorientowany i usiadł na krawędzi łóżka.
-Teraz tylko ty mi zostałeś, nie zostawiaj mnie tu samej. Proszę. - Podniosła się, a gdy tylko to zrobiła chłopak natychmiast zobaczył jej szkliste, zaczerwienione oczy.
 -Dlaczego miałbym to zrobić? -Spytał zdumiony i przeczesał palcami jej miękkie włosy.
-Zawsze gdy jest źle wszyscy nagle odchodzą.-Powiedziała patrząc w przestrzeń. Miała na myśli oczywiście jej matkę, która okropnie bała się jakichkolwiek wyzwań dotyczących macierzyństwa, jej ojca, który ich zostawił zaraz po rozwodzie, w pretekście, że musi wracać do Polski, by zająć się matką, oraz jej przyjaciół, których jak się okazało tak naprawdę nigdy nie miała. No może oprócz Eda.
-Jestem tu całą noc. Jestem tu dla ciebie i będę zawsze gdy będziesz mnie potrzebować, nawet wtedy gdy tego nie powiesz. - Nieśmiało ujął jej zimną dłoń i lekko się uśmiechnął. Bał się, że dziewczyna za chwilę ją zabierze, bał się jej odrzucenia. Jednak nic takiego się nie stało.Stoicki spokój przerwało szarpnięcie drzwi, oraz krzyk pielęgniarki na korytarzu, "pan nie może tam wchodzić", który kilka krotnie się powtórzył, aż ucichł, gdy tylko mężczyzna wpadł do sali. Ed dobrze go znał, patrzył na niego z taką wściekłością z jaką nigdy na nikogo nie patrzył. Odruchowo spojrzał na Sussy. Znieruchomiała. Nie wiedział czy to dobrze, czy źle, że nie wykazuje żadnych reakcji na widok jej byłego chłopaka. Wiedział tylko, że jemu jego widok jak najbardziej przeszkadza.
-Czego tu chcesz?!- Warknął Ed wstając z łóżka. Nie cierpiał tego typka i szczerze mówiąc nigdy by się go tutaj nie spodziewał. Zresztą na tak spektakularne wejście mógł sobie wybrac dowolny moment, ale oczywiście pech chciał, że trafił na jego IDEALNY moment. 
-Niczego od ciebie. - Zignorował Sheerana jak najszybciej i podszedł do łóżka dziewczyny. popatrzył na nią i westchnął. Ona jednak dalej nie wykazywała żadnych reakcji. Po prostu w połowie siedziała, w połowie leżała i patrzyła. Patrzyła tak pustym wzrokiem, jakiego żaden z nich nigdy nie widział. Nie był to wzrok nienawiści, a tym bardziej miłości lub żalu. Był to wzrok obojętności, taki jakiego Thomas najbardziej się obawiał. Czekał na jakąkolwiek reakcje z jej strony, jednak na marne.
-Wiem, że w wielu momentach, ważnych momentach, twojego życia mnie nie było.- Zaczął, siadając obok dziewczyny. Ta jednak tylko przewróciła oczami. Ed wskazał jej znak, że gdy tylko coś było by nie tak, niech od razu mów, a ona odwzajemniła mu uśmiechem, że rozumie, jednak na razie wszystko jest okej. Innymi słowy, chciała po prostu po patrzeć jak jej były, robi z siebie kompletnego kretyna. Ed z resztą też wolał zostać na spektaklu, dlatego oparł się o ścianę z skrzyżowanymi rękami i bacznie śledził każdy ruch rywala. Ten jednak go zignorował i brnął dalej. 
-Jenak teraz chcę być przy tobie w każdej sekundzie twojego życia. Proszę, pozwól mi na to.- Lekko ujął dłoń dziewczyny i spojrzał prosto w oczy. Ona jednak natychmiast uwolniła ją z uścisku chłopaka, odchrząknęła i wyprostowała się na tyle, na ile było to możliwe, chcąc zacząć swoją poważną wypowiedź. Zawsze tak robiła, gdy próbowała udawać dorosłą i pewną siebie kobietę, co swoją drogą dodawało bardziej komizmu, niż powagi, sytuacji. 
-Może zacznę od tego, że NIE. A teraz sięgnę do szczegółów. Więc tak, robiłeś moje serce na kawałki. Uwierz, naprawdę mikroskopijne kawałki... - Rozchyliła odrobinę swoje palce, by gestem zilustrować mu jak małe były to kawałki. 
- A teraz masz czelność tak po prostu sobie przychodzić tutaj i jeszcze zbędnie mnie denerwować? - Co prawda, bardzo jej się podobało to, że o jej względy rywalizowało dwóch przystojnych mężczyzn i może faktycznie nadal coś czuła do Thomasa, jednak chciała to stłumić, zapomnieć o tym i rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu, w którym z całą pewnością nie będzie dla niego miejsca. 
-Przyszedłem to naprawić. Posklejać, zaszyć, załatać... oddam ci swoje własne, zresztą moim marzeniem teraz byłoby, bym mógł być chociaż cząstką z tobą. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale to nie była moja wina. Przyrzekam! zbyt mocno cię kocham, by móc cię zranić.- Powiedział ze łzami w oczach. S. jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Była jednocześnie na niego wściekła jak i chciała go mocno przytulić, zapomnieć o wszystkim i sprawić by było tak jak kiedyś, ale to było zbyt trudne. Tym bardziej, że nie wierzyła mu, w żadne słowo. 
-Myślisz, że serce można posklejać? - Parsknęła. 
-Ona ma rację. - Przerwał jej głos dochodzący z drzwi. Był to lekki, dziewczęcy głos. Wszyscy momentalnie się odwrócili. Była to Jess, nikt nie widział jej tam wcześniej, a Sussy nie była pewna jak długo ona tam stała, jednak całkowicie wytrąciła ją z równowagi. Patrzyła teraz na jeszcze bladszą i wychudzoną przyjaciółkę. Wyglądała okropnie. Jessy już dawno miała problemy z anoreksją, jednak S. była pewna, że już wszytko wróciło do normy. Najwyraźniej miała nawrót choroby, a Sussy czuła się z tego powodu fatalnie. 
-Jeśli ktoś tu jest złym człowiekiem to jestem to ja. - Podeszła nieco bliżej, jednak widząc na sobie wzrok przyjaciółki wycofała się dwa kroki w tył, stojąc obok Eda. 
-Co ty tu robisz? - Spytała S. uznając to za najodpowiedniejsze pytanie.
-Jestem. Jestem by być z tobą. - Uśmiechnęła się dziewczyna, jednak nie doczekała się odwzajemnionej miny, dlatego lekko odchrząknęła 
-Yhym, a tak serio, to przyszłaś pewnie za nim. - S. wskazała ręką na chłopaka, który usprawiedliwiająco podniósł ręce do góry, co miało potwierdzić to,  że jest nie winny. Jednak na ten widok Sussy przewróciła tylko oczami i wróciła dalej do piorunującego spojrzenia, które posyłała Jessice. 
-Jestem na oddziale obok i gdy tylko dowiedziałam się, że jesteś, chciałam od razu przyjść... jednak mi nie pozwolili. Na korytarzu widziałam śpiącego Sheerana, ale nie chciałam go budzić. Widać było, że był zmęczony - Odparła wskazując na chłopka. Odgarnęła niesforne włosy z czoła i kontynułowała.
-Później zadzwoniłam do Thomasa, by go poinformować o zaistniałej sytuacji, aż w końcu odważyłam się przyjść. Przyjść by przeprosić.Tak więc, przepraszam... -Powiedziała i schyliła głowę w dół nie mogąc spojrzeć przyjaciółce prosto w oczy. 
-Od kiedy tu jesteś i dlaczego?- Spytała S. całkowicie ignorując pozostałą część wypowiedzi. 
-Od dwóch dni. Za... za próbę samobójczą. - Rzekła, dalej nie podnosząc głowy. W sali przez moment zapadła grobowa cisza. Wszyscy skupieni byli na Jess jak nigdy dotąd. Sussy po tych słowach zamarło serce. Wiedziała, że to przez nią. Przez nią mógł zginąć człowiek. Nie jakiś tam człowiek, jedyna osoba, która wiedziała o niej wszystko. Jej najlepsza przyjaciółka.