wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział IV



-Ej Ed, co jest? – Spytał koleś z za szyby. Ed wyglądał dzisiaj równie fatalnie co wczoraj. Wiedział, że dużo dzisiaj nie nagra.
-Sorry Jimmie, kończymy. Nie mam siły dłużej nagrywać. – Wychodząc uścisnął dłoń kolegi w podzięce, za spędzony na nagrywaniu czas.
-Chcesz gdzieś wyskoczyć? –Rzucił przelotnie Jimmie, dopijając jeszcze poranną, zimną kawę. Ed przecząco pokręcił głową.
-Innym razem – Oparł wręcz przepraszająco. Nie wiedział co się z nim działo, ale nie chciał psuć nastroju innym. Chwilę jeszcze się plątał po sali, a gdy tylko Jimmie wyszedł zadzwonił do Susanne. Tak naprawdę  chciał tylko usłyszeć jej głos.
-Halo ? – Usłyszał w słuchawce telefonu. Serce zabiło mu mocniej „ogarnij się chłopie” pomyślał.
-Hej tu Ed, chyba mnie jeszcze pamiętasz? – Zażartował dla rozluźnienia, na szczęście usłyszał śmiech Sussy po drugiej stronie. To dobrze, nie chciał wyjść na idiotę.
-Słuchaj, co robisz dzisiaj wieczorem? – Spytał nieco nieśmiało.
-Mam randkę… - „kurwa! Jak mogłem sobie pomyśleć, że ona nie ma planów na wieczór, co za idiota…” przeklinał w głowie Ed. Tak teraz wyszedł na całkowitego idiotę. Jednak chwilę później usłyszał po drugiej stronie roześmiany głos dziewczyny.
-Z biologią – na te słowa wyraźnie się rozpromienił.
-Hm… myślę, że mógłbym ci wytłumaczyć co nieco w praktyce- Powiedział i z satysfakcją uśmiechnął się do siebie. Uśmiech niestety nie trwał długo bo od razu w jego głowie zaczęły się rodzić dziwne pomysły, czy aby nie przesadził. Przecież nigdy nie rozmawiali w TAKI sposób. W zasadzie to można powiedzieć, że zaczął z nią flirtować. „Zaraz, zaraz, ja chyba nigdy nie flirtowałem” pomyślał przestraszony
-Brzmi świetnie, będę o 18 u ciebie, ok. ? –Powiedziała nieco rozbawiona.
-Przyjadę po ciebie. –Poinformował i zakończył rozmowę, nie dając S. możliwości odmowy. Z uśmiechem padł na łóżko. „No to masz Ed, zakochałeś się. Tylko tego trzeba ci było teraz” pomyślał, ale już po chwili radość solidnie przygłuszyła tę myśl.


~*~
Sussy, nieco zdziwiona  podeszła do lustra. Była w luźnej, szarej koszulce (najprawdopodobniej jeszcze Thomasa) i czarnych legginsach. Niesforne włosy, upięła w luźnego koka. W tej stylizacji, nie wyglądała zbyt dobrze. Nie mogła przecież tak wyjść na randkę. No właśnie, randka z Edem? Jej najlepszym przyjacielem? Facetem, o którym przecież nigdy nie myślała w TAKI sposób.! Roześmiała się na samym myśl, jak mogli by razem wyglądać.
-Wychodzisz gdzieś? – Spytała Elle, patrząc na porozrzucane po całym pokoju ubrania.
-Trochę prywatności! – Krzyknęła S. i żartobliwie rzuciła w matkę poduszką. Ostatnio ich relacje nieco się poprawiły, ale to chyba tylko dlatego, że rzadziej ze sobą rozmawiały.
- No, no, to kto jest tym pechowcem, który się umawia z taką niezdarą? – Elle uśmiechnęła się do córki i usiadła na krawędzi łóżka. S. spojrzała na nią z poirytowaną miną, jaką miała przeznaczoną, dla „wyjątkowych” osób, między innymi dla wścibskiej matki. Usiadła obok i ciężko westchnęła.
-Nie mam w czym iść.- Odparła, chowając głowę w rękach.
-No nie wierze! Czy TY właśnie powiedziałaś, że nie masz w czym iść? Czy zdajesz sobie sprawę, że  właśnie przyznałaś mi odwieczną rację? Widzisz, ciuchy są jednak potrzebne do normalnego funkcjonowania. – Stwierdziła z wyższością pani Liam, po czym chwyciła córkę i zaprowadziła do swojej świątyni, zwanej też jako garderoba. Całe szczęście, że nosiły taki sam rozmiar prawie wszystkiego.
-No to gdzie się wybierasz? – Spytała, grzebiąc w szafkach i wyciągając coraz to inne stroje.
-Nie wiem. Ja nawet nie jestem pewna czy to randka. – Wciąż nie docierał do niej fakt, że ona i Ed mogli by się spotykać jako para. Matka na te słowa teatralnie przewróciła oczami i wróciła do przegrzebywania jej skarbów.
-To!  Tak to będzie idealne. Mało pretensjonalne, ale szykowne – Mówiła sama do siebie. W końcu odwracając się do dziewczyny, pokazała jej czarną, rozkloszowaną sukienkę, z wyszywaną na końcach koronką i kaszmirowy sweterek. Na ustach S. w końcu pojawił się lekki uśmiech.
-Może być. – Powiedziała, nie chcąc dać po sobie poznać, że podoba się jej strój skompletowany przez matkę.
-Do tego założysz te sandałki od Chanel, które kupiłam ci na gwiazdkę. – Odparła, podając jej strój. Dziewczyna nie była zadowolona z tego prezentu, wręcz uważała go za całkowicie bezsensownego, ale teraz pojawiła się w niej iskierka nadziei, że mógłby się jednak na coś przydać.
Dobiegała osiemnasta, a Eda wciąż nie było. Zastanawiała się, czy aby na pewno, dobrze się zrozumieli. W końcu pod jej dom podjechał czarne BMW. S. nie była do końca pewna, czy to na pewno jej przyjaciel, jeszcze nigdy nie widziała u niego takiego samochodu.
Zeszła po schodach i ostatni raz przeglądnęła się w lusterku. „Całkiem znośnie”, pomyślała i jeszcze raz przeczesała rozpuszczone włosy i spryskała się mgiełką. W futrynie zauważyła podpierającą się matkę.
-Pięknie wyglądasz. Całkiem jak ja za młodu. – Uśmiechnęła się, wypowiadając ostatnie zdanie.
-To chyba nie był komplement. – S. żartobliwie skrzywiła się na te słowa. Słysząc dzwonek do drzwi przytuliła matkę i poszła otworzyć.
-Wow.- Powiedział Ed, spoglądając na Sussy. Wyglądała bosko.
-Mało oryginalne. – Skomentowała wypowiedź przyjaciela, ale widząc jego przerażoną minę od razu się roześmiała.
-Żartowałam. Właściwie to gdzie mnie zabierasz? – Spojrzała na chłopaka, chcąc co nieco wywnioskować z jego stroju, jednak czarna marynarka, tego samego koloru jeansy i czerwona marynarka nie wiele jej mówiły. Mimo, że Ed wyglądał w tym zestawieniu nieziemsko, to wolała go w zwykłej, rozciągniętej bluzie.
-Tajemnica. – Szepnął. Otworzył jej drzwi do samochodu, poczekał aż usiądzie i delikatnie je zamknął. Siedząc już za kierownicą, spojrzał jeszcze raz na dziewczynę, widząc że ta mu się baczenie przygląda, zmarszczył brwi.
-Przeraża mnie to twoje obserwowanie. – Odparł z uśmiechem i odpalił samochód. Jechali chwilę w ciszy, chcąc jakoś ją przełamać włączył radio. Niefortunnie, akurat teraz szła jedna z jego piosenek. Nie chciał wyjść na zakochanego w sobie snoba, dlatego szybko przełączył.
-Wybacz. – Powiedział rumieniąc się.
-Nie, nie. Zostaw. Lubię ją. – S. oparła się i w spokoju wsłuchiwała się w głos Eda.
-O kim to? – Spytała po chwili. Ed podniósł pytająco w górę brwi.
-Piosenka, „She” tak? O kim ona jest? – Słysząc to, twarz Sheerana znów przybrała kolor  jego włosów. Sussy miała nadzieję, że piosenka jest o niej. Mimo wszystko, nie chciałaby teraz usłyszeć, że Ed ma jakąś inną przyjaciółkę, albo co gorsza dziewczynę. Spojrzała chwilę na jego zamyślony wyraz twarzy, a później powrotem na drogę.
-Uważaj. –Krzyknęła, ale było już za późno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz