niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział VI

Thomas bezcelowo plątał się po kuchni, czekając, aż woda w czajniku się zagotuje. Spojrzał na pochmurne niebo za oknem i wziął łyk swojego ulubionego czarnego płynu. Tylko mocna kawa z rana potrafiła skutecznie postawić go na nogi.
W pokoju rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Odbijał się on echem w mózgu skacowanego chłopaka, niczym piłeczka ping-pongowa. W końcu poirytowany Tom podniósł telefon po to by wydrzeć się na rannego gnębiciela, ale przede wszystkim po to by wyłączyć tą przenikliwą melodyjkę.
-Słyszałeś? -Spytał głos po drugiej stronie. Thomas bardzo dobrze go znał i bezproblemowo potrafił rozpoznać nawet wtedy.
-Cholera, Jess czego nie rozumiesz w zdaniu "trzymaj się ode mnie z daleka"?
-Tom to ważne, Sussy miała wypadek i leży w szpitalu. -Słysząc to chłopaka oblał zimny pot, telefon prawie wypadł mu z reki. W jego myślach pojawiały się już najczarniejsze scenariusze. Musiał podeprzeć się ręką o kuchenny blat, by nie stracić równowagi.
-Wyślij mi tylko namiary, już jadę. -Odparł szybko przypominając sobie, że dziewczyna wciąż coś mówi.
-Nie uważasz, że ona wcale może nie chcieć nas widzieć?
-Nas? Jakich nas! Jadę tam sam i koniec kropka. Wystarczająco dużo już tu namieszałaś. -Wycedził wkurzony i rozłączył się nie dając nawet dojść jej do słowa. Kiedyś nawet ją lubił, ale po tym jak na imprezie go opiła i zaczęła się kleić nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Szkoda tylko, że S. nie znała całej prawdy. Zważywszy na całą sytuację, to nie mógł się spodziewać, że Sussy będzie zadowolona z jego wizyty. Mimo to zaryzykował. Musiał ją zobaczyć. Nie ważne, że nie chciała z nim rozmawiać. On dalej traktował ją jako swoją dziewczynę i jego obowiązkiem było troszczyć się o nią. Szybko ubrał czarny t-shirt i wyblakłe jeansy. Przeczesał palcami niesforne, krucze włosy, wziął płaszcz oraz parasolkę i wybiegł z domu. Ulica była pełna samochodów. Mimo to, jak na złość, w pobliżu nie było widać żadnej taxówki. Po około dziesięciu minutach, które trwały niczym wieczność, udało mu się znaleźć wolną taxówkę. Podał kierowcy adres szpitala i poprosił o jak najszybszy dowóz. Teraz chciał tylko być przy niej. Nic innego się nie liczyło.

3 komentarze:

  1. Zajebiste *_* Super piszesz,nie mogę doczekać się już kolejnego rozdziału ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne opowiadania ^_^ Już czekam na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję kochani, to naprawdę motywujące :)

    OdpowiedzUsuń