sobota, 15 listopada 2014

Rozdział V



V

-Piosenka, „She” tak? O kim ona jest?- Ed dobrze wiedział już na samym początku o co jej chodzi, jednak chciał zyskać na czasie. Nie mógł przecież powiedzieć, że jest o niej. Nie teraz. Mogłaby przez to odkryć, że tak naprawdę, gdy byli „przyjaciółmi” on liczył na coś więcej.
Krzyk dziewczyny wyrwał go z rozmyśleń.
Słaba widoczność i zamyślenie, sprawiły, że chłopak o mały włos nie zderzył się z nadjeżdżającą ciężarówką. Pisk opon, ostre hamowanie. Ed w ostatniej chwili gwałtownie skręcił w bok, co spowodowało dachowanie na drzewie.
Przez chwilę widział tylko ciemność. Wziął dwa wdechy i sprawdził stan głowy. Na szczęście była cała. Otrząsnął się i spojrzał na S. Siedziała nieprzytomna, a z jej czoła leciała krew. Szybko sprawdził jej puls. Żyła. To był dobry znak. Cały roztrzęsiony, zaczął panikować.
-Sussy, proszę odezwij się. – Klepał ją delikatnie po policzku, jednak bez rezultatu.
-Nie dobrze, to zazwyczaj mnie się ratowało, przecież mogłem iść na ten kurs z pierwszej pomocy, idiota, idiota – Mówił sam do siebie. Szybko zadzwonił na pogotowie i zgłosił całą sprawę. Wziął Susanne na ręce i wyniósł z auta. Chusteczką otarł jej krew z czoła. Nie było jej tak dużo, ale w myślach już wyobrażał sobie najczarniejsze scenariusze.
-Wszystko będzie dobrze. Tylko mnie tu nie zostawiaj. Proszę S. nie rób mi tego. – Mówił przez łzy, patrząc na dziewczynę trzymaną na rękach. Na szczęście pogotowie już się zjawiło. Ed widząc sanitariuszy otarł policzki i oddał Sussy na nosze.
-Czy mogę jechać z wami? – Spytał załamanym głosem.
-A czy jest pan rodziną? – Ed przecząco pokręcił głową, dodając, że są bliskimi przyjaciółmi. Jednak sanitariuszka mocując się z kroplówką, w ogóle nie zwracała na niego uwagi. Podała mu tyko na prośbę adres szpitalu do którego ją zabierają.
                Edward siedział w zimnym korytarzu, czekając na jakiekolwiek informacje dotyczące S.. W między czasie zdążył poinformować matkę Sussy o zaistniałej sytuacji. Wiedział, że będzie na niego wściekła o to co się stało, bo przecież to on ponosił za to całą odpowiedzialność. Zresztą, sam na siebie był tak wściekły jak nigdy w życiu. Chciałby, żeby to on teraz był na miejscu S., przecież jemu się to należało, a nie jej. Widząc wchodzącą Elle, wstał z krzesła i pobiegł w jej stronę by wszystko wyjaśnić. Oczekiwał, że gdy tylko go zobaczy wpadnie w szał, dlatego nieco go zdziwiło, że pani Liam przytuliła go na powitanie.
-Ed jak dobrze, że nic ci nie jest. Co z Sussy, czy to coś poważnego? – Spytała zdyszana. Oparła się o swoją metalową laskę i zdjęła okulary przeciwsłoneczne. Lubiła je mieć nawet gdy były one zbędne.
-Ja, ja nie wiem. Nic mi nie chcą powiedzieć. Przepraszam. To wszystko moja wina- Powiedział, jąkając się i przeczesując nerwowo włosy. Jednak Elle całkowicie zignorowała to co właśnie powiedział i podeszła do lekarza, który właśnie wyszedł z sali.
-Czy może mi pan powiedzieć co się stało mojej córce? – Zapytała, wskazując na salę za którą najprawdopodobniej znajdywała się Susanne.
-Pani Liam, tak? – Kobieta szybko kiwnęła głową, potwierdzając jej osobowość.
-Na szczęście to nic takiego. Lekki wstrząs mózgu. Powinna się obudzić za kilka godzin, w razie czego podaliśmy jej kilka leków, ale tak jak mówię, to nic poważnego. – Powiedział lekarz, kładąc rękę na jej ramieniu. Elle odetchnęła z ulgą.
-Czy możemy ją zobaczyć? – Spytał Ed stojący za kobietą.
-Powinna chwilę jeszcze odpocząć. – Odparł. Skinął głową na pożegnanie i wyminął zmartwionego chłopaka.
Ed usiadł na zniszczonym krześle zaraz obok ściany, westchnął i schował głowę w dłoniach. To wszystko było jego winą. Gdyby nie zaprosił ją na randkę, nic takiego by jej nie spotkało. Wszechświat dał mu wyraźnie do zrozumienia, że nie powinien się z nią umawiać. „Tylko przyjaźń, nic więcej. Wszystko inne jest zbyt niebezpieczne.” powtarzał w myślach.
-Ed, powinniśmy jechać do domu. Nic tu po nas. – Powiedziała matka dziewczyny, siadając obok niego.
-Ja tu zostaję. Nie ruszę się stąd choćbym miał tu nocować. – Odparł zdeterminowany chłopak. Chciał by Sussy, wiedziała, że jej tu nie zostawi. Nie mógł jej przecież tego zrobić.
-Daj spokój. Choć, zrobię ci herbatę, napijesz się i spokojnie porozmawiamy. – Elle dalej próbowała go przekonywać. Bez skutku. Wstała z krzesła i ciepłym uśmiechem pożegnała chłopaka. Zbliżała się północ, a Ed dalej siedział i rozmyślał co by było gdyby… w zasadzie to chyba najgorsze z pytań, które można sobie zadawać. Całkowicie bezsensowne i druzgocące jeszcze bardziej. Daje ono złudną nadzieję, że mogło być lepiej. Jednak prawda jest taka, że mogło być również gorzej. Z tego całego koncypowania wyrwało go dość znaczące chrząknięcie starszej pielęgniarki. Sheeran z niechęcią podniósł swoją rudą czuprynę, by spojrzeć na kobietę.
-Nie może pan tu siedzieć całą wieczność. Proszę udać się już domu. – Odparła, a na jej ustach pojawił się równie sztuczny, co one same, uśmiech.
-Nie mam zamiaru siedzieć tu całej wieczności. To zdecydowanie zbyt krótko. – Oznajmił. Tak naprawdę najchętniej by jej powiedział, że nie ma prawa się wtrącać, a on może tu siedzieć ile tylko chce, ale był zbyt zmęczony by się kłócić. Zresztą  tak by tym nic nie wskórał.
Kobieta spoglądała to na swoje paznokcie to na chłopaka. Nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć, ponowiła prośbę.
-Chcę ją tylko zobaczyć! – Krzyknął Ed. Pielęgniarka, nieco zszokowana jego zachowaniem, oddaliła się o kilka kroków, jednak tak by nie tracić kontaktu wzrokowego.
-Nie może pan. Proszę już iść bo wezwę ochronę. – Spojrzała pomocnie na swoją koleżankę za ladą. Chciała być pewna, że w razie problemów, wezwie odpowiednie służby.
-Tylko zobaczyć! Cholera, nie zgwałcę jej tam. Pani nic nie rozumie, nie wie jak ja się czuję. To ja tam powinienem być. Muszę ją zobaczyć! – Ed tym razem już wstał. Nie potrafił panować nad emocjami. Nie mógł teraz odpuścić. Musiał ją przeprosić, nie ważne czy ona to będzie słyszała, czy też nie. Po prostu musiał.
-Dobrze. – Odparła cicho, jednak widząc jego zdziwienie i lekki uśmiech dodała:
-Ale pod moją obecnością i nie może to trwać dłużej niż pięć minut. –Ed wstał i przytulił kobietę. Nie sądził, że pozwoli mu wejść.
-Dziękuję- Wyszeptał i poszedł za pielęgniarką do sali, w której miała znajdować się jego przyjaciółka.
Wyglądała tak niewinnie, że Ed bał się podejść, by czasem jej nie obudzić. Spojrzał niepewnie na kobietę, a ta pewnym ruchem skinęła głową. Od drzwi do jej łóżka dzieliło go zaledwie 5 metrów, jednak trasa ta wydawała się najdłuższą jaką pokonał w sowim życiu. Usiadł obok i lekko pogładził jej blady policzek. Odgarnął kilka włosów z jej twarzy, poczym delikatnie musnął wargami jej czoło.
Bał się, nie wiedział co ma powiedzieć, jak się zachować.
-Przepraszam. – Mówiąc to, poczuł ścisk w gardle i łzy napłynęły mu do oczu. Teraz był pewny, że na nią nie zasługuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz