środa, 28 stycznia 2015
X
wtorek, 23 grudnia 2014
Rozdział IX
czwartek, 4 grudnia 2014
Rozdział VIII
-Słucham? -Zapytał zdezorientowany i usiadł na krawędzi łóżka.
-Teraz tylko ty mi zostałeś, nie zostawiaj mnie tu samej. Proszę. - Podniosła się, a gdy tylko to zrobiła chłopak natychmiast zobaczył jej szkliste, zaczerwienione oczy.
-Zawsze gdy jest źle wszyscy nagle odchodzą.-Powiedziała patrząc w przestrzeń. Miała na myśli oczywiście jej matkę, która okropnie bała się jakichkolwiek wyzwań dotyczących macierzyństwa, jej ojca, który ich zostawił zaraz po rozwodzie, w pretekście, że musi wracać do Polski, by zająć się matką, oraz jej przyjaciół, których jak się okazało tak naprawdę nigdy nie miała. No może oprócz Eda.
-Jestem tu całą noc. Jestem tu dla ciebie i będę zawsze gdy będziesz mnie potrzebować, nawet wtedy gdy tego nie powiesz. - Nieśmiało ujął jej zimną dłoń i lekko się uśmiechnął. Bał się, że dziewczyna za chwilę ją zabierze, bał się jej odrzucenia. Jednak nic takiego się nie stało.Stoicki spokój przerwało szarpnięcie drzwi, oraz krzyk pielęgniarki na korytarzu, "pan nie może tam wchodzić", który kilka krotnie się powtórzył, aż ucichł, gdy tylko mężczyzna wpadł do sali. Ed dobrze go znał, patrzył na niego z taką wściekłością z jaką nigdy na nikogo nie patrzył. Odruchowo spojrzał na Sussy. Znieruchomiała. Nie wiedział czy to dobrze, czy źle, że nie wykazuje żadnych reakcji na widok jej byłego chłopaka. Wiedział tylko, że jemu jego widok jak najbardziej przeszkadza.
niedziela, 30 listopada 2014
Rozdział VII
S. nie bardzo wiedziała gdzie jest. Teraz powinna być na "randce" z Edem (dalej ją to zdanie bawiło), a wszystko wskazywało na to, że jest w szpitalu. Było ciemno, bardzo ciemno. Spojrzała na podświetlany zegar, który swoją drogą był jedynym
źródłem światła w tym pokoju. Wskazywał 2:25. Przechylila lekko głowę w bok chcąc jakkolwiek przyjrzeć się pomieszczeniu, jednak od razu przeszły ją piorunujący ból. Jęknęła i zaczęła maskować skronie, chwilę po tym natknęła się na bandaż, który owijał całą jej głowę. Usiadła na brzegu łóżka, chcąc jeszcze raz spróbować obejrzeć pokój. Zobaczyła puste krzesło, które wcale jej aż tak bardzo nie dziwiło. Zawsze gdy robiło się poważnie jej matka po prostu się zmywała. Niedaleko stało również łóżko, na którym leżała podobna jej rozmiarów dziewczyna. Zbyt dużo szczegółów nie dostrzegała, ale gdy tylko jej oczy przyzwyczaiły się do mroku, stwierdziła, że jest w podobnym wieku co ona. Westchnęła, ból głowy z całą pewnością nie da jej zasnąć, nie bardzo wiedziała do kogo mogłaby się zgłosić, nie chciała krzyczeć po pielęgniarkę, bo obudziłaby cały oddział, a wstanie z łóżka wiązało się z jeszcze większym cierpieniem i całkowicie nie wchodziło w grę.
Leżała chcąc znów powrócić do jej idealnego snu, w którym znów była z Thomasem, a cała ta zdrada w ogóle nie miała miejsca. Chciała powrócić do snu, który jeszcze kilka dni temu był rzeczywistością. Ten fakt jeszcze bardziej ją dobijał, więc postanowiła pomyśleć o tym jak się tu znalazła. Na pewno musiał być wypadek, a ona w jego wyniku doznała jakiś obrażeń głowy- to wiedziała, jednak nie miała zielonego pojęcia co spowodowało ten wypadek. Chciała tylko, żeby ktoś jej teraz to wyjaśnił. Chciała z kimś teraz porozmawiać. A tym kimś był Ed.
Zastanawiała się kto był sprawcą wypadku. Nie wyobrażała sobie by mógł to być jej przyjaciel. W tej dwójce to on zawsze był tym bardziej odpowiedzialnym, przecież nigdy nie naraził by jej na niebezpieczeństwo. Nie, to nie mógł być on.
***
Ed już prawie usypiał na krześle. Nie miał zamiaru choć na chwilę wyjść ze szpitala. Musiał jako pierwszy powiedzieć S. o tym całym zdarzeniu, no właśnie... tylko jak? Jak mógł jej wyjaśnić, że przez niego prawie nie zginęła? Gdyby tylko to usłyszała... był pewien, że nie chciała by z nim już rozmawiać, co więcej nie chciałaby go widzieć. Za oknem zaczęło się rozjaśniać. Był już ranek, dopiero teraz zrozumiał, że siedział tu całą noc. Szkoda tylko, że sam. Wolałby tę noc spędzić z Sussy, sam na sam, tak jak to nieraz sobie wyobrażał przed snem. To trochę żałosne, marzyć o czymś, czego nigdy się nie będzie mieć, ale on już taki był gdy w grę wkraczała jego odwieczna miłość. Zresztą zawsze uważał, że wszyscy się zmieniają pod wpływem osób, na których im zależy, a przynajmniej lubił to sobie wmawiać.
Podniósł głowę i zobaczył zbliżającego się lekarza.
-Pan tu wciąż jest? -Spytał i nie oczekując odpowiedzi ciągnął dalej
-O ile ma pan na imię Edward Sheeran, to panna Liam chciałaby się z panem widzieć. -Odparł i wskazał ręką salę, w której się znajdowała. Ed głośno przełkną ślinę i powoli poszedł do dobrze już znanej mu sali. Tej chwili bał się najbardziej, wciąż nie wiedział co ma jej powiedzieć. "Hej S. prawie cię nie zabiłem, wszystko w pożądku?" Raczej nie wchodziło w grę. Jednak nie mógł zaprzeczyć faktowi, że to on był sprawcą wypadku. Stanął przed drzwiami i mocno je pchnął. Za nimi zobaczył bladą, poowijaną bandażami, ale w ciąż piękna dziewczynę. Nie mógł jej stracić.
niedziela, 16 listopada 2014
Rozdział VI
Thomas bezcelowo plątał się po kuchni, czekając, aż woda w czajniku się zagotuje. Spojrzał na pochmurne niebo za oknem i wziął łyk swojego ulubionego czarnego płynu. Tylko mocna kawa z rana potrafiła skutecznie postawić go na nogi.
W pokoju rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Odbijał się on echem w mózgu skacowanego chłopaka, niczym piłeczka ping-pongowa. W końcu poirytowany Tom podniósł telefon po to by wydrzeć się na rannego gnębiciela, ale przede wszystkim po to by wyłączyć tą przenikliwą melodyjkę.
-Słyszałeś? -Spytał głos po drugiej stronie. Thomas bardzo dobrze go znał i bezproblemowo potrafił rozpoznać nawet wtedy.
-Cholera, Jess czego nie rozumiesz w zdaniu "trzymaj się ode mnie z daleka"?
-Tom to ważne, Sussy miała wypadek i leży w szpitalu. -Słysząc to chłopaka oblał zimny pot, telefon prawie wypadł mu z reki. W jego myślach pojawiały się już najczarniejsze scenariusze. Musiał podeprzeć się ręką o kuchenny blat, by nie stracić równowagi.
-Wyślij mi tylko namiary, już jadę. -Odparł szybko przypominając sobie, że dziewczyna wciąż coś mówi.
-Nie uważasz, że ona wcale może nie chcieć nas widzieć?
-Nas? Jakich nas! Jadę tam sam i koniec kropka. Wystarczająco dużo już tu namieszałaś. -Wycedził wkurzony i rozłączył się nie dając nawet dojść jej do słowa. Kiedyś nawet ją lubił, ale po tym jak na imprezie go opiła i zaczęła się kleić nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Szkoda tylko, że S. nie znała całej prawdy. Zważywszy na całą sytuację, to nie mógł się spodziewać, że Sussy będzie zadowolona z jego wizyty. Mimo to zaryzykował. Musiał ją zobaczyć. Nie ważne, że nie chciała z nim rozmawiać. On dalej traktował ją jako swoją dziewczynę i jego obowiązkiem było troszczyć się o nią. Szybko ubrał czarny t-shirt i wyblakłe jeansy. Przeczesał palcami niesforne, krucze włosy, wziął płaszcz oraz parasolkę i wybiegł z domu. Ulica była pełna samochodów. Mimo to, jak na złość, w pobliżu nie było widać żadnej taxówki. Po około dziesięciu minutach, które trwały niczym wieczność, udało mu się znaleźć wolną taxówkę. Podał kierowcy adres szpitala i poprosił o jak najszybszy dowóz. Teraz chciał tylko być przy niej. Nic innego się nie liczyło.