wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział IX



Ed siedział ponuro na kanapie i co jakiś czas grał nowe melodie. Był sam. Całkiem sam. Nie tylko w mieszkaniu, ale i w życiu. Niedawno jego kumpel się oświadczył swojej dziewczynie, Sheeran bardzo się z tego cieszył i tak dalej, ale to oznaczało, że teraz będzie mieszkać sam, a tego raczej wolał uniknąć. Spojrzał na telefon, miał nadzieję, że S. się odezwie, ale nic z tego, żadnej wiadomości. Nie chciał już męczyć jej swoją osobą. Sama zdecyduje kogo woli. Teraz pozostało mu tylko czekać, a tego nie znosił, poza tym za niedługo zbliżała się jego trasa, więc nie miał za dużo czasu.
Wyjął zimne piwo z niewielkiej lodówki i wygodnie rozłożył się z butami na zniszczonej kanapie. Przeskakiwał po kanałach szukając kreskówek, które byłyby na tyle głupie by go dziś rozbawić. Na marne, same wiadomości, program o gotowaniu i sport.  Nie lubił słuchać nowych dramatycznych wieści, a co dopiero o sporcie, dlatego przełączył na panią, która aktualnie zawzięci siłowała się z ogromnym indykiem, próbując wepchnąć go do niewielkiego piekarnika. Uśmiechnął się, to było nawet lepsze niż kreskówki. Oglądał tak telewizję, aż do znużenia. Prawie już zasypiał gdy ktoś zastukał w okno znajdujące się za kanapą. Prowadziło ono na schody przeciwpożarowe, dlatego lekko przerażony Ed, wiedząc, że raczej mu się to nie zdawało, bo stukanie wciąż słyszał, odwrócił swoją rudą czuprynę w stronę z której dochodził ten odgłos.
Jego zdumienie było jeszcze większe niż wtedy, gdy usłyszał dźwięki. Na schodach stała niska brunetka, w białym podkoszulku i czarnych legginsach, widać było, że marznie. O tej porze roku w Londynie nie było zbyt ciepło. Otworzył okno i wpuścił ją do środka.
-Jess, co ty tu robisz? – spytał zdziwiony patrząc na dziewczynę i od razu podając jej koc z kanapy. Teraz nie utrzymywali ze sobą kontaktów, jednak kiedyś nawet się przyjaźnili, dlatego, nie mógł zostawić ją tam. Zrobił jej gorącą herbatę i poczekał aż się rozgrzeje, by cokolwiek mogła powiedzieć. I tak nigdzie mu się nie spieszyło.
-Przepraszam, wiem, że nie powinnam tutaj przechodzić. – Powiedziała i wzięła głębszy łyk herbaty.
-Jednak, ze względu na to, że kiedyś się przyjaźniliśmy… Jezu, Ed po prostu jesteś jedyną osobą, do której mogłabym się teraz zwrócić. Wiem, że możesz mieć jakieś plany, że pewnie ci teraz przeszkodziłam w czymś ważnym, ale naprawdę, nie byłoby mnie tu, gdybym miała inne wyjście. –Odparła. Wbiła wzrok w podłogę i nerwowo zaczęła przeczesywać pacami swoje długie, kruczoczarne włosy. Z jej oczu poleciała łza, którą szybko przetarła ręką, licząc na to, że tego nie zauważył. Ed nie bardzo wiedział jak się zachować, co ma zrobić. Przytulić, pocieszyć, czy może być bardziej stanowczym i wszystko wyjaśnić? Nie bardzo też wiedział co ma powiedzieć dlatego nie mówił nic, aż zapadła niezręczna cisza. W końcu wstał i odchrząknął znacząco, zaczął krążyć i szukać jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia. Po chwili zdał sobie sprawę, że tak naprawdę dalej nie wie co ona tutaj robi.
-Jess, ale tak serio, co ty tutaj robisz? Co się stało? Nie miałaś być w szpitalu, domu, czy coś? – Spytał na tyle uprzejmie na ile potrafił i usiadł obok dziewczyny.
-Wypisali mnie wczoraj, poszłam do domu, mama była w pracy, a On wrócił. Byłam sama, ja… ja nie wiedziałam co mam robić. Musiałam wyjść, uciec. –Przełknęła ślinę i starała się nie płakać. Na samą myśl o tym zrobiło się jej niedobrze. Ed dobrze wiedział o kogo chodzi. Chodziło o jej ojca. Faktycznie jakoś teraz miał wyjść z więzienia. Siedział za bicie i molestowanie seksualne.
-Czy On ci coś znowu zrobił? – Spytał, znów wstając, tym razem by bliżej przyjrzeć się dziewczynie. Miała kilka siniaków i dopiero teraz zauważył lekko podbite oko. J. zacisnęła usta i lekko pokiwała głową. Tym razem nie powstrzymała płaczu. Ed szybko podał jej ręcznik papierowy, ponieważ nie posiadał żadnych chusteczek. Jemu samemu chciało się płakać, gdy pomyślał sobie ile ta dziewczyna musiała w życiu przejść.
-Czy On znów cię… no wiesz… - Nie bardzo mogło mu to przejść przez gardło. Na szczęście dziewczyna pokręciła przecząco głową.
-Nie, zdążyłam mu uciec, w ostatniej chwili, ale trochę się poszarpaliśmy. To nic takiego, po prostu potrzebuję noclegu na kilka dni, aż znajdę jakiś inny pomysł.- Powiedziała, próbując lekko się uśmiechnąć.
-Jasne, nie ma sprawy. Możesz spać w sypialni, a ja będę na kanapie lub jak wolisz, ale czemu nie zgłosiłaś tego na policję, albo mogłaś chociaż pogadać ze swoją matką. Przecież to pobicie i to znaczące. Tego nie można tak zostawić. – Spojrzał na Jess. Mocno ściskała ręcznik, którego użyła jako chusteczki i patrzyła w dal przed siebie, jakby nie obecna, po czym gwałtownie się odwróciła.
-Nie wiesz co to znaczy. Nie wiesz jak to jest mówić o tym. Nie znasz mojej matki. On jest dla niej wszystkim. Nie ja, tylko On i zawsze tak było. Uwierz mi, nie chcę jej znów robić zawodu, podając to na policję. Dlatego, proszę cię Ed, nie proponuj mi rozwiązań, które gdy tylko byłyby możliwe, to chyba oczywiste żebym wykorzystała. – Rzekła nieco podniesionym głosem. Popatrzyła na chłopka, był nieco zmieszany. Wiedziała, że nie powinna tak się zachowywać. Teraz tylko na niego mogła liczyć.
-Przepraszam, nie chciałam być nie miła, to wszystko przez emocje. To nie twoja wina, wiem, że chciałeś pomóc. Chyba powinnam się położyć.-Wstała i czekała na jakiś ruch. Jednak zanim do niego cokolwiek dotarło, minęło kilka sekund. Otrząsnął się i lekko uśmiechnął. Zaprowadził dziewczynę do sypialni, nie mogąc pozwolić jej spać na kanapie. Usiadł na krześle w maleńkiej kuchni, przeczesał włosy i westchnął. Musiał jej pomóc, nie wiedział jeszcze jak, ale musiał.
 ____________________________________________
Przepraszam, że musieliście tyle czekać na kolejną część, ale  w moim życiu wiele się działo. Natomiast teraz, postaram się już wrzucać rozdziały regularnie i znacznie częściej ;)  Dziękuję wszystkim, którzy są i to czytają. Bez was, ten blog nie miałby sensu! :)

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział VIII

-Nie zostawisz mnie prawda? -szepnęła S. gdy Ed się nieco zbliżył. Jego boskie perfumy znów zaczęły na nią działać w taki sposób w jaki nie powinny. Spojrzał na nią swoimi dużymi, niebieskimi oczami ze zdziwieniem.
-Słucham? -Zapytał zdezorientowany i usiadł na krawędzi łóżka.
-Teraz tylko ty mi zostałeś, nie zostawiaj mnie tu samej. Proszę. - Podniosła się, a gdy tylko to zrobiła chłopak natychmiast zobaczył jej szkliste, zaczerwienione oczy.
 -Dlaczego miałbym to zrobić? -Spytał zdumiony i przeczesał palcami jej miękkie włosy.
-Zawsze gdy jest źle wszyscy nagle odchodzą.-Powiedziała patrząc w przestrzeń. Miała na myśli oczywiście jej matkę, która okropnie bała się jakichkolwiek wyzwań dotyczących macierzyństwa, jej ojca, który ich zostawił zaraz po rozwodzie, w pretekście, że musi wracać do Polski, by zająć się matką, oraz jej przyjaciół, których jak się okazało tak naprawdę nigdy nie miała. No może oprócz Eda.
-Jestem tu całą noc. Jestem tu dla ciebie i będę zawsze gdy będziesz mnie potrzebować, nawet wtedy gdy tego nie powiesz. - Nieśmiało ujął jej zimną dłoń i lekko się uśmiechnął. Bał się, że dziewczyna za chwilę ją zabierze, bał się jej odrzucenia. Jednak nic takiego się nie stało.Stoicki spokój przerwało szarpnięcie drzwi, oraz krzyk pielęgniarki na korytarzu, "pan nie może tam wchodzić", który kilka krotnie się powtórzył, aż ucichł, gdy tylko mężczyzna wpadł do sali. Ed dobrze go znał, patrzył na niego z taką wściekłością z jaką nigdy na nikogo nie patrzył. Odruchowo spojrzał na Sussy. Znieruchomiała. Nie wiedział czy to dobrze, czy źle, że nie wykazuje żadnych reakcji na widok jej byłego chłopaka. Wiedział tylko, że jemu jego widok jak najbardziej przeszkadza.
-Czego tu chcesz?!- Warknął Ed wstając z łóżka. Nie cierpiał tego typka i szczerze mówiąc nigdy by się go tutaj nie spodziewał. Zresztą na tak spektakularne wejście mógł sobie wybrac dowolny moment, ale oczywiście pech chciał, że trafił na jego IDEALNY moment. 
-Niczego od ciebie. - Zignorował Sheerana jak najszybciej i podszedł do łóżka dziewczyny. popatrzył na nią i westchnął. Ona jednak dalej nie wykazywała żadnych reakcji. Po prostu w połowie siedziała, w połowie leżała i patrzyła. Patrzyła tak pustym wzrokiem, jakiego żaden z nich nigdy nie widział. Nie był to wzrok nienawiści, a tym bardziej miłości lub żalu. Był to wzrok obojętności, taki jakiego Thomas najbardziej się obawiał. Czekał na jakąkolwiek reakcje z jej strony, jednak na marne.
-Wiem, że w wielu momentach, ważnych momentach, twojego życia mnie nie było.- Zaczął, siadając obok dziewczyny. Ta jednak tylko przewróciła oczami. Ed wskazał jej znak, że gdy tylko coś było by nie tak, niech od razu mów, a ona odwzajemniła mu uśmiechem, że rozumie, jednak na razie wszystko jest okej. Innymi słowy, chciała po prostu po patrzeć jak jej były, robi z siebie kompletnego kretyna. Ed z resztą też wolał zostać na spektaklu, dlatego oparł się o ścianę z skrzyżowanymi rękami i bacznie śledził każdy ruch rywala. Ten jednak go zignorował i brnął dalej. 
-Jenak teraz chcę być przy tobie w każdej sekundzie twojego życia. Proszę, pozwól mi na to.- Lekko ujął dłoń dziewczyny i spojrzał prosto w oczy. Ona jednak natychmiast uwolniła ją z uścisku chłopaka, odchrząknęła i wyprostowała się na tyle, na ile było to możliwe, chcąc zacząć swoją poważną wypowiedź. Zawsze tak robiła, gdy próbowała udawać dorosłą i pewną siebie kobietę, co swoją drogą dodawało bardziej komizmu, niż powagi, sytuacji. 
-Może zacznę od tego, że NIE. A teraz sięgnę do szczegółów. Więc tak, robiłeś moje serce na kawałki. Uwierz, naprawdę mikroskopijne kawałki... - Rozchyliła odrobinę swoje palce, by gestem zilustrować mu jak małe były to kawałki. 
- A teraz masz czelność tak po prostu sobie przychodzić tutaj i jeszcze zbędnie mnie denerwować? - Co prawda, bardzo jej się podobało to, że o jej względy rywalizowało dwóch przystojnych mężczyzn i może faktycznie nadal coś czuła do Thomasa, jednak chciała to stłumić, zapomnieć o tym i rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu, w którym z całą pewnością nie będzie dla niego miejsca. 
-Przyszedłem to naprawić. Posklejać, zaszyć, załatać... oddam ci swoje własne, zresztą moim marzeniem teraz byłoby, bym mógł być chociaż cząstką z tobą. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale to nie była moja wina. Przyrzekam! zbyt mocno cię kocham, by móc cię zranić.- Powiedział ze łzami w oczach. S. jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Była jednocześnie na niego wściekła jak i chciała go mocno przytulić, zapomnieć o wszystkim i sprawić by było tak jak kiedyś, ale to było zbyt trudne. Tym bardziej, że nie wierzyła mu, w żadne słowo. 
-Myślisz, że serce można posklejać? - Parsknęła. 
-Ona ma rację. - Przerwał jej głos dochodzący z drzwi. Był to lekki, dziewczęcy głos. Wszyscy momentalnie się odwrócili. Była to Jess, nikt nie widział jej tam wcześniej, a Sussy nie była pewna jak długo ona tam stała, jednak całkowicie wytrąciła ją z równowagi. Patrzyła teraz na jeszcze bladszą i wychudzoną przyjaciółkę. Wyglądała okropnie. Jessy już dawno miała problemy z anoreksją, jednak S. była pewna, że już wszytko wróciło do normy. Najwyraźniej miała nawrót choroby, a Sussy czuła się z tego powodu fatalnie. 
-Jeśli ktoś tu jest złym człowiekiem to jestem to ja. - Podeszła nieco bliżej, jednak widząc na sobie wzrok przyjaciółki wycofała się dwa kroki w tył, stojąc obok Eda. 
-Co ty tu robisz? - Spytała S. uznając to za najodpowiedniejsze pytanie.
-Jestem. Jestem by być z tobą. - Uśmiechnęła się dziewczyna, jednak nie doczekała się odwzajemnionej miny, dlatego lekko odchrząknęła 
-Yhym, a tak serio, to przyszłaś pewnie za nim. - S. wskazała ręką na chłopaka, który usprawiedliwiająco podniósł ręce do góry, co miało potwierdzić to,  że jest nie winny. Jednak na ten widok Sussy przewróciła tylko oczami i wróciła dalej do piorunującego spojrzenia, które posyłała Jessice. 
-Jestem na oddziale obok i gdy tylko dowiedziałam się, że jesteś, chciałam od razu przyjść... jednak mi nie pozwolili. Na korytarzu widziałam śpiącego Sheerana, ale nie chciałam go budzić. Widać było, że był zmęczony - Odparła wskazując na chłopka. Odgarnęła niesforne włosy z czoła i kontynułowała.
-Później zadzwoniłam do Thomasa, by go poinformować o zaistniałej sytuacji, aż w końcu odważyłam się przyjść. Przyjść by przeprosić.Tak więc, przepraszam... -Powiedziała i schyliła głowę w dół nie mogąc spojrzeć przyjaciółce prosto w oczy. 
-Od kiedy tu jesteś i dlaczego?- Spytała S. całkowicie ignorując pozostałą część wypowiedzi. 
-Od dwóch dni. Za... za próbę samobójczą. - Rzekła, dalej nie podnosząc głowy. W sali przez moment zapadła grobowa cisza. Wszyscy skupieni byli na Jess jak nigdy dotąd. Sussy po tych słowach zamarło serce. Wiedziała, że to przez nią. Przez nią mógł zginąć człowiek. Nie jakiś tam człowiek, jedyna osoba, która wiedziała o niej wszystko. Jej najlepsza przyjaciółka.



niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział VII

S. nie bardzo wiedziała gdzie jest. Teraz powinna być na "randce" z Edem (dalej ją to zdanie bawiło), a wszystko wskazywało na to, że jest w szpitalu. Było ciemno, bardzo ciemno. Spojrzała na podświetlany zegar, który swoją drogą był jedynym
źródłem światła w tym pokoju. Wskazywał 2:25. Przechylila lekko głowę w bok chcąc jakkolwiek przyjrzeć się pomieszczeniu, jednak od razu przeszły ją piorunujący ból. Jęknęła i zaczęła maskować skronie, chwilę po tym natknęła się na bandaż, który owijał całą jej głowę. Usiadła na brzegu łóżka, chcąc jeszcze raz spróbować obejrzeć pokój. Zobaczyła puste krzesło, które wcale jej aż tak bardzo nie dziwiło. Zawsze gdy robiło się poważnie jej matka po prostu się zmywała. Niedaleko stało również łóżko, na którym leżała podobna jej rozmiarów dziewczyna. Zbyt dużo szczegółów nie dostrzegała, ale gdy tylko jej oczy przyzwyczaiły się do mroku, stwierdziła, że jest w podobnym wieku co ona. Westchnęła, ból głowy z całą pewnością nie da jej zasnąć, nie bardzo wiedziała do kogo mogłaby się zgłosić, nie chciała krzyczeć po pielęgniarkę, bo obudziłaby cały oddział, a wstanie z łóżka wiązało się z jeszcze większym cierpieniem i całkowicie nie wchodziło w grę.
Leżała chcąc znów powrócić do jej idealnego snu, w którym znów była z Thomasem, a cała ta zdrada w ogóle nie miała miejsca. Chciała powrócić do snu, który jeszcze kilka dni temu był rzeczywistością. Ten fakt jeszcze bardziej ją dobijał, więc postanowiła pomyśleć o tym jak się tu znalazła. Na pewno musiał być wypadek, a ona w jego wyniku doznała jakiś obrażeń głowy- to wiedziała, jednak nie miała zielonego pojęcia co spowodowało ten wypadek. Chciała tylko, żeby ktoś jej teraz to wyjaśnił. Chciała z kimś teraz porozmawiać. A tym kimś był Ed.
Zastanawiała się kto był sprawcą wypadku. Nie wyobrażała sobie by mógł to być jej przyjaciel. W tej dwójce to on zawsze był tym bardziej odpowiedzialnym, przecież nigdy nie naraził by jej na niebezpieczeństwo. Nie, to nie mógł być on.
                          ***
Ed już prawie usypiał na krześle. Nie miał zamiaru choć na chwilę wyjść ze szpitala. Musiał jako pierwszy powiedzieć S. o tym całym zdarzeniu, no właśnie... tylko jak? Jak mógł jej wyjaśnić, że przez niego prawie nie zginęła? Gdyby tylko to usłyszała... był pewien, że nie chciała by z nim już rozmawiać, co więcej nie chciałaby go widzieć. Za oknem zaczęło się rozjaśniać. Był już ranek, dopiero teraz zrozumiał, że siedział tu całą noc. Szkoda tylko, że sam. Wolałby tę noc spędzić z Sussy, sam na sam, tak jak to nieraz sobie wyobrażał przed snem. To trochę żałosne, marzyć o czymś, czego nigdy się nie będzie mieć, ale on już taki był gdy w grę wkraczała jego odwieczna miłość. Zresztą zawsze uważał, że wszyscy się zmieniają pod wpływem osób, na których im zależy, a przynajmniej lubił to sobie wmawiać.
Podniósł głowę i zobaczył zbliżającego się lekarza.
-Pan tu wciąż jest? -Spytał i nie oczekując odpowiedzi ciągnął dalej
-O ile ma pan na imię Edward Sheeran, to panna Liam chciałaby się z panem widzieć. -Odparł i wskazał ręką salę, w której się znajdowała. Ed głośno przełkną ślinę i powoli poszedł do dobrze już znanej mu sali. Tej chwili bał się najbardziej, wciąż nie wiedział co ma jej powiedzieć. "Hej S. prawie cię nie zabiłem, wszystko w pożądku?" Raczej nie wchodziło w grę. Jednak nie mógł zaprzeczyć faktowi, że to on był sprawcą wypadku. Stanął przed drzwiami i mocno je pchnął. Za nimi zobaczył bladą, poowijaną bandażami, ale w ciąż piękna dziewczynę. Nie mógł jej stracić.

niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział VI

Thomas bezcelowo plątał się po kuchni, czekając, aż woda w czajniku się zagotuje. Spojrzał na pochmurne niebo za oknem i wziął łyk swojego ulubionego czarnego płynu. Tylko mocna kawa z rana potrafiła skutecznie postawić go na nogi.
W pokoju rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Odbijał się on echem w mózgu skacowanego chłopaka, niczym piłeczka ping-pongowa. W końcu poirytowany Tom podniósł telefon po to by wydrzeć się na rannego gnębiciela, ale przede wszystkim po to by wyłączyć tą przenikliwą melodyjkę.
-Słyszałeś? -Spytał głos po drugiej stronie. Thomas bardzo dobrze go znał i bezproblemowo potrafił rozpoznać nawet wtedy.
-Cholera, Jess czego nie rozumiesz w zdaniu "trzymaj się ode mnie z daleka"?
-Tom to ważne, Sussy miała wypadek i leży w szpitalu. -Słysząc to chłopaka oblał zimny pot, telefon prawie wypadł mu z reki. W jego myślach pojawiały się już najczarniejsze scenariusze. Musiał podeprzeć się ręką o kuchenny blat, by nie stracić równowagi.
-Wyślij mi tylko namiary, już jadę. -Odparł szybko przypominając sobie, że dziewczyna wciąż coś mówi.
-Nie uważasz, że ona wcale może nie chcieć nas widzieć?
-Nas? Jakich nas! Jadę tam sam i koniec kropka. Wystarczająco dużo już tu namieszałaś. -Wycedził wkurzony i rozłączył się nie dając nawet dojść jej do słowa. Kiedyś nawet ją lubił, ale po tym jak na imprezie go opiła i zaczęła się kleić nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Szkoda tylko, że S. nie znała całej prawdy. Zważywszy na całą sytuację, to nie mógł się spodziewać, że Sussy będzie zadowolona z jego wizyty. Mimo to zaryzykował. Musiał ją zobaczyć. Nie ważne, że nie chciała z nim rozmawiać. On dalej traktował ją jako swoją dziewczynę i jego obowiązkiem było troszczyć się o nią. Szybko ubrał czarny t-shirt i wyblakłe jeansy. Przeczesał palcami niesforne, krucze włosy, wziął płaszcz oraz parasolkę i wybiegł z domu. Ulica była pełna samochodów. Mimo to, jak na złość, w pobliżu nie było widać żadnej taxówki. Po około dziesięciu minutach, które trwały niczym wieczność, udało mu się znaleźć wolną taxówkę. Podał kierowcy adres szpitala i poprosił o jak najszybszy dowóz. Teraz chciał tylko być przy niej. Nic innego się nie liczyło.

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział V



V

-Piosenka, „She” tak? O kim ona jest?- Ed dobrze wiedział już na samym początku o co jej chodzi, jednak chciał zyskać na czasie. Nie mógł przecież powiedzieć, że jest o niej. Nie teraz. Mogłaby przez to odkryć, że tak naprawdę, gdy byli „przyjaciółmi” on liczył na coś więcej.
Krzyk dziewczyny wyrwał go z rozmyśleń.
Słaba widoczność i zamyślenie, sprawiły, że chłopak o mały włos nie zderzył się z nadjeżdżającą ciężarówką. Pisk opon, ostre hamowanie. Ed w ostatniej chwili gwałtownie skręcił w bok, co spowodowało dachowanie na drzewie.
Przez chwilę widział tylko ciemność. Wziął dwa wdechy i sprawdził stan głowy. Na szczęście była cała. Otrząsnął się i spojrzał na S. Siedziała nieprzytomna, a z jej czoła leciała krew. Szybko sprawdził jej puls. Żyła. To był dobry znak. Cały roztrzęsiony, zaczął panikować.
-Sussy, proszę odezwij się. – Klepał ją delikatnie po policzku, jednak bez rezultatu.
-Nie dobrze, to zazwyczaj mnie się ratowało, przecież mogłem iść na ten kurs z pierwszej pomocy, idiota, idiota – Mówił sam do siebie. Szybko zadzwonił na pogotowie i zgłosił całą sprawę. Wziął Susanne na ręce i wyniósł z auta. Chusteczką otarł jej krew z czoła. Nie było jej tak dużo, ale w myślach już wyobrażał sobie najczarniejsze scenariusze.
-Wszystko będzie dobrze. Tylko mnie tu nie zostawiaj. Proszę S. nie rób mi tego. – Mówił przez łzy, patrząc na dziewczynę trzymaną na rękach. Na szczęście pogotowie już się zjawiło. Ed widząc sanitariuszy otarł policzki i oddał Sussy na nosze.
-Czy mogę jechać z wami? – Spytał załamanym głosem.
-A czy jest pan rodziną? – Ed przecząco pokręcił głową, dodając, że są bliskimi przyjaciółmi. Jednak sanitariuszka mocując się z kroplówką, w ogóle nie zwracała na niego uwagi. Podała mu tyko na prośbę adres szpitalu do którego ją zabierają.
                Edward siedział w zimnym korytarzu, czekając na jakiekolwiek informacje dotyczące S.. W między czasie zdążył poinformować matkę Sussy o zaistniałej sytuacji. Wiedział, że będzie na niego wściekła o to co się stało, bo przecież to on ponosił za to całą odpowiedzialność. Zresztą, sam na siebie był tak wściekły jak nigdy w życiu. Chciałby, żeby to on teraz był na miejscu S., przecież jemu się to należało, a nie jej. Widząc wchodzącą Elle, wstał z krzesła i pobiegł w jej stronę by wszystko wyjaśnić. Oczekiwał, że gdy tylko go zobaczy wpadnie w szał, dlatego nieco go zdziwiło, że pani Liam przytuliła go na powitanie.
-Ed jak dobrze, że nic ci nie jest. Co z Sussy, czy to coś poważnego? – Spytała zdyszana. Oparła się o swoją metalową laskę i zdjęła okulary przeciwsłoneczne. Lubiła je mieć nawet gdy były one zbędne.
-Ja, ja nie wiem. Nic mi nie chcą powiedzieć. Przepraszam. To wszystko moja wina- Powiedział, jąkając się i przeczesując nerwowo włosy. Jednak Elle całkowicie zignorowała to co właśnie powiedział i podeszła do lekarza, który właśnie wyszedł z sali.
-Czy może mi pan powiedzieć co się stało mojej córce? – Zapytała, wskazując na salę za którą najprawdopodobniej znajdywała się Susanne.
-Pani Liam, tak? – Kobieta szybko kiwnęła głową, potwierdzając jej osobowość.
-Na szczęście to nic takiego. Lekki wstrząs mózgu. Powinna się obudzić za kilka godzin, w razie czego podaliśmy jej kilka leków, ale tak jak mówię, to nic poważnego. – Powiedział lekarz, kładąc rękę na jej ramieniu. Elle odetchnęła z ulgą.
-Czy możemy ją zobaczyć? – Spytał Ed stojący za kobietą.
-Powinna chwilę jeszcze odpocząć. – Odparł. Skinął głową na pożegnanie i wyminął zmartwionego chłopaka.
Ed usiadł na zniszczonym krześle zaraz obok ściany, westchnął i schował głowę w dłoniach. To wszystko było jego winą. Gdyby nie zaprosił ją na randkę, nic takiego by jej nie spotkało. Wszechświat dał mu wyraźnie do zrozumienia, że nie powinien się z nią umawiać. „Tylko przyjaźń, nic więcej. Wszystko inne jest zbyt niebezpieczne.” powtarzał w myślach.
-Ed, powinniśmy jechać do domu. Nic tu po nas. – Powiedziała matka dziewczyny, siadając obok niego.
-Ja tu zostaję. Nie ruszę się stąd choćbym miał tu nocować. – Odparł zdeterminowany chłopak. Chciał by Sussy, wiedziała, że jej tu nie zostawi. Nie mógł jej przecież tego zrobić.
-Daj spokój. Choć, zrobię ci herbatę, napijesz się i spokojnie porozmawiamy. – Elle dalej próbowała go przekonywać. Bez skutku. Wstała z krzesła i ciepłym uśmiechem pożegnała chłopaka. Zbliżała się północ, a Ed dalej siedział i rozmyślał co by było gdyby… w zasadzie to chyba najgorsze z pytań, które można sobie zadawać. Całkowicie bezsensowne i druzgocące jeszcze bardziej. Daje ono złudną nadzieję, że mogło być lepiej. Jednak prawda jest taka, że mogło być również gorzej. Z tego całego koncypowania wyrwało go dość znaczące chrząknięcie starszej pielęgniarki. Sheeran z niechęcią podniósł swoją rudą czuprynę, by spojrzeć na kobietę.
-Nie może pan tu siedzieć całą wieczność. Proszę udać się już domu. – Odparła, a na jej ustach pojawił się równie sztuczny, co one same, uśmiech.
-Nie mam zamiaru siedzieć tu całej wieczności. To zdecydowanie zbyt krótko. – Oznajmił. Tak naprawdę najchętniej by jej powiedział, że nie ma prawa się wtrącać, a on może tu siedzieć ile tylko chce, ale był zbyt zmęczony by się kłócić. Zresztą  tak by tym nic nie wskórał.
Kobieta spoglądała to na swoje paznokcie to na chłopaka. Nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć, ponowiła prośbę.
-Chcę ją tylko zobaczyć! – Krzyknął Ed. Pielęgniarka, nieco zszokowana jego zachowaniem, oddaliła się o kilka kroków, jednak tak by nie tracić kontaktu wzrokowego.
-Nie może pan. Proszę już iść bo wezwę ochronę. – Spojrzała pomocnie na swoją koleżankę za ladą. Chciała być pewna, że w razie problemów, wezwie odpowiednie służby.
-Tylko zobaczyć! Cholera, nie zgwałcę jej tam. Pani nic nie rozumie, nie wie jak ja się czuję. To ja tam powinienem być. Muszę ją zobaczyć! – Ed tym razem już wstał. Nie potrafił panować nad emocjami. Nie mógł teraz odpuścić. Musiał ją przeprosić, nie ważne czy ona to będzie słyszała, czy też nie. Po prostu musiał.
-Dobrze. – Odparła cicho, jednak widząc jego zdziwienie i lekki uśmiech dodała:
-Ale pod moją obecnością i nie może to trwać dłużej niż pięć minut. –Ed wstał i przytulił kobietę. Nie sądził, że pozwoli mu wejść.
-Dziękuję- Wyszeptał i poszedł za pielęgniarką do sali, w której miała znajdować się jego przyjaciółka.
Wyglądała tak niewinnie, że Ed bał się podejść, by czasem jej nie obudzić. Spojrzał niepewnie na kobietę, a ta pewnym ruchem skinęła głową. Od drzwi do jej łóżka dzieliło go zaledwie 5 metrów, jednak trasa ta wydawała się najdłuższą jaką pokonał w sowim życiu. Usiadł obok i lekko pogładził jej blady policzek. Odgarnął kilka włosów z jej twarzy, poczym delikatnie musnął wargami jej czoło.
Bał się, nie wiedział co ma powiedzieć, jak się zachować.
-Przepraszam. – Mówiąc to, poczuł ścisk w gardle i łzy napłynęły mu do oczu. Teraz był pewny, że na nią nie zasługuje.

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział IV



-Ej Ed, co jest? – Spytał koleś z za szyby. Ed wyglądał dzisiaj równie fatalnie co wczoraj. Wiedział, że dużo dzisiaj nie nagra.
-Sorry Jimmie, kończymy. Nie mam siły dłużej nagrywać. – Wychodząc uścisnął dłoń kolegi w podzięce, za spędzony na nagrywaniu czas.
-Chcesz gdzieś wyskoczyć? –Rzucił przelotnie Jimmie, dopijając jeszcze poranną, zimną kawę. Ed przecząco pokręcił głową.
-Innym razem – Oparł wręcz przepraszająco. Nie wiedział co się z nim działo, ale nie chciał psuć nastroju innym. Chwilę jeszcze się plątał po sali, a gdy tylko Jimmie wyszedł zadzwonił do Susanne. Tak naprawdę  chciał tylko usłyszeć jej głos.
-Halo ? – Usłyszał w słuchawce telefonu. Serce zabiło mu mocniej „ogarnij się chłopie” pomyślał.
-Hej tu Ed, chyba mnie jeszcze pamiętasz? – Zażartował dla rozluźnienia, na szczęście usłyszał śmiech Sussy po drugiej stronie. To dobrze, nie chciał wyjść na idiotę.
-Słuchaj, co robisz dzisiaj wieczorem? – Spytał nieco nieśmiało.
-Mam randkę… - „kurwa! Jak mogłem sobie pomyśleć, że ona nie ma planów na wieczór, co za idiota…” przeklinał w głowie Ed. Tak teraz wyszedł na całkowitego idiotę. Jednak chwilę później usłyszał po drugiej stronie roześmiany głos dziewczyny.
-Z biologią – na te słowa wyraźnie się rozpromienił.
-Hm… myślę, że mógłbym ci wytłumaczyć co nieco w praktyce- Powiedział i z satysfakcją uśmiechnął się do siebie. Uśmiech niestety nie trwał długo bo od razu w jego głowie zaczęły się rodzić dziwne pomysły, czy aby nie przesadził. Przecież nigdy nie rozmawiali w TAKI sposób. W zasadzie to można powiedzieć, że zaczął z nią flirtować. „Zaraz, zaraz, ja chyba nigdy nie flirtowałem” pomyślał przestraszony
-Brzmi świetnie, będę o 18 u ciebie, ok. ? –Powiedziała nieco rozbawiona.
-Przyjadę po ciebie. –Poinformował i zakończył rozmowę, nie dając S. możliwości odmowy. Z uśmiechem padł na łóżko. „No to masz Ed, zakochałeś się. Tylko tego trzeba ci było teraz” pomyślał, ale już po chwili radość solidnie przygłuszyła tę myśl.


~*~
Sussy, nieco zdziwiona  podeszła do lustra. Była w luźnej, szarej koszulce (najprawdopodobniej jeszcze Thomasa) i czarnych legginsach. Niesforne włosy, upięła w luźnego koka. W tej stylizacji, nie wyglądała zbyt dobrze. Nie mogła przecież tak wyjść na randkę. No właśnie, randka z Edem? Jej najlepszym przyjacielem? Facetem, o którym przecież nigdy nie myślała w TAKI sposób.! Roześmiała się na samym myśl, jak mogli by razem wyglądać.
-Wychodzisz gdzieś? – Spytała Elle, patrząc na porozrzucane po całym pokoju ubrania.
-Trochę prywatności! – Krzyknęła S. i żartobliwie rzuciła w matkę poduszką. Ostatnio ich relacje nieco się poprawiły, ale to chyba tylko dlatego, że rzadziej ze sobą rozmawiały.
- No, no, to kto jest tym pechowcem, który się umawia z taką niezdarą? – Elle uśmiechnęła się do córki i usiadła na krawędzi łóżka. S. spojrzała na nią z poirytowaną miną, jaką miała przeznaczoną, dla „wyjątkowych” osób, między innymi dla wścibskiej matki. Usiadła obok i ciężko westchnęła.
-Nie mam w czym iść.- Odparła, chowając głowę w rękach.
-No nie wierze! Czy TY właśnie powiedziałaś, że nie masz w czym iść? Czy zdajesz sobie sprawę, że  właśnie przyznałaś mi odwieczną rację? Widzisz, ciuchy są jednak potrzebne do normalnego funkcjonowania. – Stwierdziła z wyższością pani Liam, po czym chwyciła córkę i zaprowadziła do swojej świątyni, zwanej też jako garderoba. Całe szczęście, że nosiły taki sam rozmiar prawie wszystkiego.
-No to gdzie się wybierasz? – Spytała, grzebiąc w szafkach i wyciągając coraz to inne stroje.
-Nie wiem. Ja nawet nie jestem pewna czy to randka. – Wciąż nie docierał do niej fakt, że ona i Ed mogli by się spotykać jako para. Matka na te słowa teatralnie przewróciła oczami i wróciła do przegrzebywania jej skarbów.
-To!  Tak to będzie idealne. Mało pretensjonalne, ale szykowne – Mówiła sama do siebie. W końcu odwracając się do dziewczyny, pokazała jej czarną, rozkloszowaną sukienkę, z wyszywaną na końcach koronką i kaszmirowy sweterek. Na ustach S. w końcu pojawił się lekki uśmiech.
-Może być. – Powiedziała, nie chcąc dać po sobie poznać, że podoba się jej strój skompletowany przez matkę.
-Do tego założysz te sandałki od Chanel, które kupiłam ci na gwiazdkę. – Odparła, podając jej strój. Dziewczyna nie była zadowolona z tego prezentu, wręcz uważała go za całkowicie bezsensownego, ale teraz pojawiła się w niej iskierka nadziei, że mógłby się jednak na coś przydać.
Dobiegała osiemnasta, a Eda wciąż nie było. Zastanawiała się, czy aby na pewno, dobrze się zrozumieli. W końcu pod jej dom podjechał czarne BMW. S. nie była do końca pewna, czy to na pewno jej przyjaciel, jeszcze nigdy nie widziała u niego takiego samochodu.
Zeszła po schodach i ostatni raz przeglądnęła się w lusterku. „Całkiem znośnie”, pomyślała i jeszcze raz przeczesała rozpuszczone włosy i spryskała się mgiełką. W futrynie zauważyła podpierającą się matkę.
-Pięknie wyglądasz. Całkiem jak ja za młodu. – Uśmiechnęła się, wypowiadając ostatnie zdanie.
-To chyba nie był komplement. – S. żartobliwie skrzywiła się na te słowa. Słysząc dzwonek do drzwi przytuliła matkę i poszła otworzyć.
-Wow.- Powiedział Ed, spoglądając na Sussy. Wyglądała bosko.
-Mało oryginalne. – Skomentowała wypowiedź przyjaciela, ale widząc jego przerażoną minę od razu się roześmiała.
-Żartowałam. Właściwie to gdzie mnie zabierasz? – Spojrzała na chłopaka, chcąc co nieco wywnioskować z jego stroju, jednak czarna marynarka, tego samego koloru jeansy i czerwona marynarka nie wiele jej mówiły. Mimo, że Ed wyglądał w tym zestawieniu nieziemsko, to wolała go w zwykłej, rozciągniętej bluzie.
-Tajemnica. – Szepnął. Otworzył jej drzwi do samochodu, poczekał aż usiądzie i delikatnie je zamknął. Siedząc już za kierownicą, spojrzał jeszcze raz na dziewczynę, widząc że ta mu się baczenie przygląda, zmarszczył brwi.
-Przeraża mnie to twoje obserwowanie. – Odparł z uśmiechem i odpalił samochód. Jechali chwilę w ciszy, chcąc jakoś ją przełamać włączył radio. Niefortunnie, akurat teraz szła jedna z jego piosenek. Nie chciał wyjść na zakochanego w sobie snoba, dlatego szybko przełączył.
-Wybacz. – Powiedział rumieniąc się.
-Nie, nie. Zostaw. Lubię ją. – S. oparła się i w spokoju wsłuchiwała się w głos Eda.
-O kim to? – Spytała po chwili. Ed podniósł pytająco w górę brwi.
-Piosenka, „She” tak? O kim ona jest? – Słysząc to, twarz Sheerana znów przybrała kolor  jego włosów. Sussy miała nadzieję, że piosenka jest o niej. Mimo wszystko, nie chciałaby teraz usłyszeć, że Ed ma jakąś inną przyjaciółkę, albo co gorsza dziewczynę. Spojrzała chwilę na jego zamyślony wyraz twarzy, a później powrotem na drogę.
-Uważaj. –Krzyknęła, ale było już za późno.

czwartek, 6 listopada 2014

Rodział III



S. pakowała się do szkoły. Sama myśl, że za godzinę miała tam być, przyprawiała ją o mdłości. To nie tak, że nie lubiła szkoły. Dosyć dobrze się uczyła i miała tam kilku fajnych znajomych. Jedyne co jej przeszkadzało, to ta sztuczna atmosfera. Nie mogła tam być sobą, bo każdy ją oceniał. W zasadzie tutaj wszyscy byli pozerami. W dodatku nie miała ochoty oglądać ani Thomasa, ani Jessicy. Westchnęła. No nic, będzie musiała to jakoś przeboleć.
                Pierwsza lekcja minęła dość spokojnie, pomijając fakt, że już kilkanaście lasek obgadywało ją na przerwie, to nic nie było nadzwyczajnego. Jak na razie cieszyła się, że nie spotkała Jess i Toma.
-Co ty dzisiaj taka nerwowa? – Spytała Izzy. Była na razie w tej szkole jedyną osobą której ufała. Spojrzała na nią z uniesioną brwią, nieco poirytowana, „a czego się spodziewała? Że będę tańczyć i śpiewać?” pomyślała, poczym wskazała głową na paczkę pustych dziewczyn stojących niedaleko i patrzących w jej stronę, co jakiś czas oczywiście wybuchały śmiechem, ale jak na razie mordercze spojrzenie w ich stronę powstrzymało kolejny napad śmiechu.
-Przejmujesz się tymi plastikami ? Spójrz przecież im tynk się z mordy sypie – Ten drugi wyraz powiedziała na tyle głośno, by przyciągnąć ich uwagę (i wszystkich przechodzących). S. uśmiechnęła się triumfalnie, gdy jedna z dziewczyn mocno się zaczerwieniła i sięgnęła do torebki po lusterko. Uwielbiała Izzy za jej bezpośredniość. Była to osoba dość kontrowersyjna. W zasadzie ona prowokowała wszystkim czym tylko się dało, zwłaszcza strojem. Ubierała się jak typowy punk, mimo, że nim nie była, fryzura natomiast nawiązywała do dawnych lat 80. za to osobowość miała niczym anioł. Jedyne co ją wkurzało to fałsz i pozerstwo. Wszystko inne mogła przeboleć. Tworzyły zgraną paczę w trójkę, no ale teraz zostały tylko dwie. Gdy tylko Izzy dowiedziała się co zrobiła Jess od razu przestała z nią rozmawiać. Oczywiście Sussy nie chciała by jej relacje z nią, wpłynęły na ich przyjaźń, ale to nie ona o tym decydowała.
S. podziękowała Izzy za poprawę nastroju poczym udała się na fizykę, którą niestety miała z J.
                Pierwsze 15 min. minęło dosyć dziwnie, ale spokojnie. Co jakiś czas Jess spoglądała na nią, a ona widząc to od razu ignorowała jej próby nawiązania kontaktu wzrokowego. Jednak gdy dostała liścik od Jess z niewyraźnie nabazgranym „przepraszam” to coś się w niej zagotowało. „Serio? Ta dziewczyna nie miała nawet na tyle odwagi, żeby mi to powiedzieć prosto w twarz” krzyczała w myślach. Wstała stanowczo i teatralnie porwała kartkę na małe strzępy poczym wyrzuciła do kosza. Oczywiście przykuła tym uwagę nie tylko całej klasy, ale także fizyka, który był wręcz zniesmaczony jej zachowaniem.
-Liam zostań po lekcji. – Powiedział nieco obojętnie na chwilę przerywając swój wykład, ale wszyscy dobrze wiedzieli co to oznacza… kłopoty. Pan Harvey słynął z rygoru jaki prowadził i nie lubił gdy ktoś mu przeszkadzał. Do tej pory S. nigdy nie miała z nim problemów. Raczej dobrze się uczyła i wydawało się jej, że fizyk ją lubi.
                -Martwi mnie nieco twoje zachowanie na lekcji – Zaczął, a Sussy  już znudzona tonem fizyka najchętniej wyszłaby z klasy.
-Jesteś cały czas nie obecna i nie wiem co się z tobą dzieje – Dodał, później ciągnął dalej swój monotonny wykład na temat tego, że się nie spodziewał takiego zachowania i tak dalej. Jedyne czym zwrócił jej uwagę były końcowe słowa.
-Powinnaś udać się do pani psycholog. Myślę, że jeszcze jest w szkole. –Odparł nie dając S. dojść do słowa. Gdy tylko usłyszała słowo „psycholog” coś się w niej zagotowało.
***
-Czy on myśli, że jestem nienormalna?! – mówiła poirytowana dziewczyna. Izzy słuchała jej nieco rozbawiona, cały czas poprawiając swoje „afro” w lusterku.
-Och nie przesadzaj, psycholog nie jest taki straszny. Poględzi, poględzi i będziesz miała z głowy, a wiesz chyba dobrze, że Harvey’owi nie warto się stawiać. –Schowała lusterko i tym razem spojrzała prosto w oczy przyjaciółce.
-Potrzebujesz tego. – Powiedziała i cmoknęła dziewczynę na pożegnanie.
-Zadzwoń jak tylko skończysz. – Dodała już w oddali, ale S. była tak zaabsorbowana jej słowami, że nawet nie odpowiedziała. „Jak to potrzebuję tego? Czy ze mną jest aż tak źle? No jasne, może przez ostatnie dni, nie myślę racjonalnie, ale czy to było aż tak widać?” mówiła w myślach, próbując poukładać sobie wszystko na spokojnie. Spojrzała na zegarek 14:20 z tego co wiedziała psycholog powinien być do 14:50 ale wolała się nie spóźnić. Wyciągnęła telefon ze słuchawkami i puściła nowy kawałek Eda, tak bardzo lubiła słuchać jego ciepłego głosu. Oczarowana talentem przyjaciela nie zauważyła chłopaka idącego naprzeciw i zderzyła się z nim.
-Patrz jak chodzisz idioto! – Krzyknęła nie odwracając wzroku od telefonu. Chciała bowiem wyłączyć na chwile muzykę by słyszeć jaką wymówkę ma chłopak stojący naprzeciwko. Podniosła wzrok i ujrzała coś, czego obawiała się najbardziej. Toma. Coraz bardziej poirytowana jego rozbawieniem myślała, że zaraz wybuchnie i wszystko mu wygarnie. Łącznie z tym jak się czuła i jakim dupkiem się okazał. Nie chciała jednak by o tym wiedział, miałby wtedy ogromną przewagę. Dlatego zacisnęła pięści jak najmocniej, chcąc ukryć, że cokolwiek ją jeszcze obchodzi.
-Takich zdrobnień jeszcze od ciebie nie słyszałem maleńka. –Powiedział nieco rozbawiony. Za to S. w myślach prosiła Boga, by dał jej cierpliwość, bo jak da jej siłę, to go tu zabije na miejscu.
-Możemy się spotkać? Wydaje mi się, że nie miałem okazji cię jeszcze przeprosić i spróbować  wytłumaczyć. – Odparł tym razem poważnie, widząc jak działa na dziewczynę jego uśmiech.
-Nie. – Oznajmiła stanowczo S. i odepchnęła chłopaka na bok chcąc przejść. Jednak ten w ostatniej chwili zdążył złapać jej nadgarstki i przyciągnął do siebie. Cholera! Akurat dzisiaj musiał TYCH perfum ? Sussy miała do nich wielką słabość. Zresztą to właśnie ona mu je kupiła. Spojrzała na umięśnioną i wytatuowaną rękę, wiedziała, że nie ma sensu się wyrywać dlatego, spokojnie odetchnęła i z irytacją spytała, czy mógłby ją puścić, bo się spieszy.
-Tylko jeśli obiecasz, że się dzisiaj spotkamy. – Odparł, pokazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów. Miał nad nią przewagę. Nie chciała by nikt z uczniów, a tym bardziej z nauczycieli ich teraz zobaczył, dlatego pośpiesznie się zgodziła.
-Starbucks, 20:00, będziesz miał pół godziny na wyjaśnienia i co tam jeszcze chcesz, a później dajesz mi spokój. Tylko się nie spóźnij. – Powiedziała stanowczo i gdy tylko chłopak uwolnił ją z objęć, wręcz pobiegła w stronę gabinetu.
                Nieco zdyszana stała przed salą, spojrzała na zegarek, wskazywał on 14:40. „No cóż, przynajmniej będę miała mniej czasu na wysłuchiwanie morałów i tym podobnych” pomyślała i otwarła drzwi pomieszczenia.