niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział VII

S. nie bardzo wiedziała gdzie jest. Teraz powinna być na "randce" z Edem (dalej ją to zdanie bawiło), a wszystko wskazywało na to, że jest w szpitalu. Było ciemno, bardzo ciemno. Spojrzała na podświetlany zegar, który swoją drogą był jedynym
źródłem światła w tym pokoju. Wskazywał 2:25. Przechylila lekko głowę w bok chcąc jakkolwiek przyjrzeć się pomieszczeniu, jednak od razu przeszły ją piorunujący ból. Jęknęła i zaczęła maskować skronie, chwilę po tym natknęła się na bandaż, który owijał całą jej głowę. Usiadła na brzegu łóżka, chcąc jeszcze raz spróbować obejrzeć pokój. Zobaczyła puste krzesło, które wcale jej aż tak bardzo nie dziwiło. Zawsze gdy robiło się poważnie jej matka po prostu się zmywała. Niedaleko stało również łóżko, na którym leżała podobna jej rozmiarów dziewczyna. Zbyt dużo szczegółów nie dostrzegała, ale gdy tylko jej oczy przyzwyczaiły się do mroku, stwierdziła, że jest w podobnym wieku co ona. Westchnęła, ból głowy z całą pewnością nie da jej zasnąć, nie bardzo wiedziała do kogo mogłaby się zgłosić, nie chciała krzyczeć po pielęgniarkę, bo obudziłaby cały oddział, a wstanie z łóżka wiązało się z jeszcze większym cierpieniem i całkowicie nie wchodziło w grę.
Leżała chcąc znów powrócić do jej idealnego snu, w którym znów była z Thomasem, a cała ta zdrada w ogóle nie miała miejsca. Chciała powrócić do snu, który jeszcze kilka dni temu był rzeczywistością. Ten fakt jeszcze bardziej ją dobijał, więc postanowiła pomyśleć o tym jak się tu znalazła. Na pewno musiał być wypadek, a ona w jego wyniku doznała jakiś obrażeń głowy- to wiedziała, jednak nie miała zielonego pojęcia co spowodowało ten wypadek. Chciała tylko, żeby ktoś jej teraz to wyjaśnił. Chciała z kimś teraz porozmawiać. A tym kimś był Ed.
Zastanawiała się kto był sprawcą wypadku. Nie wyobrażała sobie by mógł to być jej przyjaciel. W tej dwójce to on zawsze był tym bardziej odpowiedzialnym, przecież nigdy nie naraził by jej na niebezpieczeństwo. Nie, to nie mógł być on.
                          ***
Ed już prawie usypiał na krześle. Nie miał zamiaru choć na chwilę wyjść ze szpitala. Musiał jako pierwszy powiedzieć S. o tym całym zdarzeniu, no właśnie... tylko jak? Jak mógł jej wyjaśnić, że przez niego prawie nie zginęła? Gdyby tylko to usłyszała... był pewien, że nie chciała by z nim już rozmawiać, co więcej nie chciałaby go widzieć. Za oknem zaczęło się rozjaśniać. Był już ranek, dopiero teraz zrozumiał, że siedział tu całą noc. Szkoda tylko, że sam. Wolałby tę noc spędzić z Sussy, sam na sam, tak jak to nieraz sobie wyobrażał przed snem. To trochę żałosne, marzyć o czymś, czego nigdy się nie będzie mieć, ale on już taki był gdy w grę wkraczała jego odwieczna miłość. Zresztą zawsze uważał, że wszyscy się zmieniają pod wpływem osób, na których im zależy, a przynajmniej lubił to sobie wmawiać.
Podniósł głowę i zobaczył zbliżającego się lekarza.
-Pan tu wciąż jest? -Spytał i nie oczekując odpowiedzi ciągnął dalej
-O ile ma pan na imię Edward Sheeran, to panna Liam chciałaby się z panem widzieć. -Odparł i wskazał ręką salę, w której się znajdowała. Ed głośno przełkną ślinę i powoli poszedł do dobrze już znanej mu sali. Tej chwili bał się najbardziej, wciąż nie wiedział co ma jej powiedzieć. "Hej S. prawie cię nie zabiłem, wszystko w pożądku?" Raczej nie wchodziło w grę. Jednak nie mógł zaprzeczyć faktowi, że to on był sprawcą wypadku. Stanął przed drzwiami i mocno je pchnął. Za nimi zobaczył bladą, poowijaną bandażami, ale w ciąż piękna dziewczynę. Nie mógł jej stracić.

1 komentarz: